Kanał RSS
Najczęściej komentowane
1. Mrówa-punkówa
2. Złam prawo - fragment części II
3. Xenna na ekranie
4. Xenna - alternatywne zakończenie
5. Chaos i świńska skóra
6. Od Absyntu do Zarazy
7. Disorder i ja
8. Spotkanie autorskie we Wrocławiu
9. Sylwia
10. Bomba w windzie - nowe propozycje okładek
Strony partnerskie
Crass Zbuntowane Życie Penny Rimbaud
Gazeta Literacka
Kwartalnik Literacki Wyspa
Melanże z żyletką
Najlepsze przewodniki
No Future Book Śmierć Książki
Notes Wydawniczy
Rynek Książki
Urządzenia biurowe
Witold Horwath
Wydawnictwo Jirafa Roja
Wydawnictwo Primavera
Wydawnictwo Jirafa Roja
 
Bomba w windzie Poniedziałek, 5 Kwietnia, 2010
Disorder
  Oto fragment nowej powieści, która zostanie wydana zapewne w styczniu 2011 roku, czyli jeszcze przed końcem świata. Potem choćby i potop :)
Akcja tej książki dzieje się w Londynie, bohater - Richard Burton - został uwięziony w szybie windy, prawdopodobnie w wyniku wybuchu podłożonej przez terrorystów bomby. Niepewny czy i kiedy nadejdzie pomoc, bez wody i jedzenia, snuje opowieści o swoich wcześniejszych spotkaniach ze śmiercią.
To książka o umieraniu, o lękach, o samotności, ale napisana z humorem i pełna przygód.

Nie byłem przygotowany na śmierć, ani mentalnie, ani technicznie. Niby każdego ona spotyka i może przyjść w dowolnym momencie, ot choćby kiedy przechodzimy na przejściu dla pieszych, ale to, że może, nie oznacza wcale, że jest oczekiwana. Myślałem, że wieczór spędzę na koncercie, że wypiję kilka kufli Carling, może wypalę blanta, po koncercie pojadę metrem do Emmy i będziemy mieli udany seks w jej wielkim miękkim łóżku ze szkarłatną atłasową pościelą, o jakiej w mojej obecnej sytuacji mogę jedynie pomarzyć. Takie miałem plany, nie było w nich miejsca na nagłą śmierć. Nie było miejsca na zamach terrorystyczny, bombę, spadającą windę i ciemność betonowego lochu, w którym nawet jeśli jeszcze nie umarłem, to sczeznę bez wątpienia w męczarniach z braku powietrza lub wody. Gdybym spodziewał się śmierci choć trochę, miałbym przy sobie dużą butelkę wody, więcej papierosów, butelkę Jamesona żeby lżej było znosić stres, pudełko z kanapkami, latarkę lub świecę, albo jedno i drugie, ciepły koc bo w tej dziurze chłodno straszliwie. Nie wiem jak bym to wszystko pomieścił w plecaku, ale gdybym choć trochę spodziewał się śmierci to na pewno zapakowałbym jeszcze choćby książkę do czytania. A co mam? Zobaczmy: bilet tygodniowy na trzy strefy metra, moją travelcard ze zdjęciem, kartę rabatową Tesco, kartę kredytową MasterCard, prawo jazdy, siedemdziesiąt sześć funtów i dwadzieścia pięć pensów, zapalniczkę i dwa ostatnie papierosy, bezużyteczną komórkę, bezużyteczny klucz do pokoju, plastikowy kalendarzyk na 2010 rok z podobizną premier Julii Tymoszenko – gadżet przywieziony przez Patricka z wycieczki autostopem po Ukrainie, mały scyzoryk szwajcarski z pilnikiem i obcinaczem do paznokci w zestawie, opakowanie bibułek OCB, breloczek z otwieraczem do butelek reklamującym Guinnessa, notes i długopis, dzięki którym mogę spisywać wspomnienia trupa – dobre i to, niezapłacony rachunek z British Telecom, miętowe cukierki i tyle. Przetrząsnąłem plecak i kieszenie, nie mam nic, lub prawie nic, co może być człowiekowi przydatne w chwili śmierci. Jak zwykle nieprzygotowany. A gdybym miał na przykład latarkę, to mógłbym rozejrzeć się w sytuacji. Albo gdybym miał butelkę Jamesona i najlepiej garść proszków uspokajających, to mógłbym spokojnie zasnąć i poczekać, co będzie dalej; może przyjdzie jakaś pomoc? Przecież jeżeli faktycznie wybuchła bomba, to tam na górze jest już Scotland Yard, saperzy i brygady antyterrorystyczne, już prowadzą dochodzenie i poszukiwania, przecież recepcjonista, jeśli przeżył wybuch, musiał powiedzieć, że wsiadałem do windy, przecież tam na górze już z pewnością wiedzą, że winda zapadła się wraz z szybem i może ktoś tam na dole tkwi i oczekuje uwolnienia. Wszystko to logicznie brzmi i jedno z drugiego wynika, o ile rzeczywiście był wybuch i spadłem, o ile nie jest to mój kolejny psychodeliczny sen, z którego zbudzę się z mokrymi od potu włosami i pełnym pęcherzem, i o którym do południa zdążę zapomnieć.
Hej, jeśli to sen, to wybudź się, wołam do siebie, takie wołanie często pomaga.

Kiedyś już zdarzyło się podobnie. Przeżyłem swoją śmierć w czerwcu 1985 roku niedaleko Stonehenge. Zjechaliśmy tam wtedy z całej Anglii, na kolejny Wolny Festiwal. Była to pierwsza taka impreza w moim życiu, upojony byłem kolorowym tłumem, atmosferą podniecenia, dźwiękami drum’n’bass, bliskością tak wielu i tak skąpo ubranych dziewcząt. Słyszeliśmy, że policja zablokowała drogi, że wiele osób nie może dojechać, że być może zostaniemy przepędzeni, ale po wielu puszkach piwa nie przejmowałem się tym, jeszcze bardziej podekscytowany wizją walki. Ktoś podszedł do mnie z rozpostartymi ramionami, był to długowłosy starszy mężczyzna w białej szacie, obwieszony naszyjnikami i bransoletkami z korali, z wielkim turkusowym kamieniem na piersi, wręczył mi długą rzeźbioną w kości słoniowej fifkę. Dziwne, że zapamiętałem wycięty na niej ornament gałęzi winogron z rozczapierzonymi liśćmi i kiściami okrągłych owoców. W fifkę nabity miał biały płaski brykiecie, przypominający filtr do skrętów. Podał mi i zaciągnąłem się, słodki smak upajał, wypaliliśmy razem zawartość fifki, potem załadował następną, potem jeszcze następną. Muzyka coraz wyraźniej wnikała mi w mózg, wraz z krwią pulsowała w każdej tkance, w każdej komórce. Moje serce biło drum’n’bass. Kolory stały się jaskrawe i intensywne, fluorescencyjna zieleń trawy, słońce jak światło jarzeniowe – przyprószone i rozproszone. Pamiętam, że odszedłem, zostawiłem długowłosego starca, świat chwiał się i wirował, a ja wchodziłem w spiralę dźwięków i kolorów.
Gdzieś tam trwały walki z policją, bitwa w polu fasoli, a ja leżałem upalony crackiem i nie potrafiłem się ruszyć. Zapadałem się w głąb własnego umysłu, głębiej i głębiej, tracąc kontakt z rzeczywistością. Najpierw straciłem możliwość ruchów, potem ostrość widzenia, następnie zamazały się dźwięki, nie rozpoznawałem słów, ludzie wokół mnie mówili w niezrozumiały sposób. Próbowałem za wszelką cenę utrzymać choćby najlżejszy kontakt z otoczeniem, który dawałby mi nadzieję, że nie odchodzę z tego świata, ale wysiłki ograniczyły się do skurczu palców dłoni, a po chwili i ten ruch nie był możliwy. Zupełnie jak teraz, dźwięki całkowicie zniknęły, pogrążyłem się w ciszy, a chwilę później także w ciemności, jakby ktoś zgasił światło, jakby ktoś zgasił fonię, jakby ktoś do cholery zgasił we mnie życie. I pamiętam, że wtedy także się nie bałem, że wtedy także czułem jedynie smutek, że nie napiję się już z kumplami piwa przy ognisku i nie pośpiewamy „Guns of Brixton”. Smutek umierania. Tak, to cholernie smutna rzecz. Ale wtedy nie umarłem, po godzinie czy dwóch ktoś przyszedł i zapalił mi światło, włączył fonię aż za mocno podkręcając głośność i znów żyłem.
Ominęło mnie pałowanie i armatki wodne, kiedy się ocknąłem pakowano do radiowozów ostatnich uczestników wolnościowego – o ironio – festiwalu, a karetki odwoziły najciężej rannych, w tym matki z dziećmi.
Może i tu w windzie doznałem podobnego stanu tymczasowej utraty świadomości? Może koma jeszcze trwa, ale zaraz zadzwoni budzik, przecież o dziewiętnastej w Shepherd’s Bush zaczyna się koncert.

Komentarze czytelników
Dodaj własny komentarz
Wtorek, 14 Czerwca, 2011 !Mar!@n!
winda w dół
Odpowiedz
Tak apropo tematu to mi sie przypomniala ostatnia BARDZO SMUTNA historia u naszych czeskich kamratów. Otoz gitarzyscie (bardzo dobrego notabene) zespolu LVMEN zjezdzajaca winda uciela glowe! Massskara!
Czwartek, 8 Kwietnia, 2010 zuz
tutuł
Odpowiedz
czemu dopiero za rok? uwielbiam Twoje ksiązki ;D i postanowiłam odgapić trochę pomysł festiwalu win prostych i zorgasnizować takowy jutro w Sosnowcu ;D
Czwartek, 8 Kwietnia, 2010 Disorder
tutuł
Odpowiedz
znakomity pomysł, trzeba propagować ideę FWP... Za rok bo mi się nie spieszy (poza tym już nie za rok, bo za 9 miesięcy)
Czwartek, 8 Kwietnia, 2010 zuz
tutuł
Odpowiedz
Tylko problem jest, bo już w moim ulubionym sklepie nie ma Platona, co gorsza, podobno go przestali produkować ;<
Czwartek, 8 Kwietnia, 2010 Disorder
tutuł
Odpowiedz
Komandos też dobry
Piątek, 9 Kwietnia, 2010 zuz
tutuł
Odpowiedz
Spróbuję dzisiaj ;d
Piątek, 9 Kwietnia, 2010 Disorder
tutuł
Odpowiedz
smacznego
Wtorek, 4 Maja, 2010 Młoda
tutuł
Odpowiedz
Ja przed każdym koncertem kupuje tylko zielonego Komandosa...bo najlepszy;)
Wtorek, 6 Kwietnia, 2010 mró
winda w dół
Odpowiedz
Raz tak uniknęłam tego, wycofałam się stwierdzając, że jednak przejdę się po chodach. Akurat jak zeszłam na dół to dowiedziałam się, że winda się urwała
Piątek, 9 Kwietnia, 2010 zuz
winda w dół
Odpowiedz
a chuja, znajomi sie pogody wystraszyli i skonczyło sie na cherry, f16 i domatorze ;<
Wtorek, 6 Kwietnia, 2010 mró
winda w dół
Odpowiedz
..... a potem wiele razy żałowałam, że nie wsiadłam do tej windy
Wtorek, 6 Kwietnia, 2010 Disorder
winda w dół
Odpowiedz
Mi sie kiedyś naprawdę zerwała... Przyjechało pogotowie dźwigowe i wszystkich wydostali, bo utknęliśmy poniżej parteru, spadanie było dość łagodne, bez bum na końcu.
Wtorek, 6 Kwietnia, 2010 mró
winda w dół
Odpowiedz
tak mi przyszło do głowy , że gdyby Twoja winda była podobna do studni Murakamiego z Ptaka Nakręcacza to byłoby coś fantastycznego... O! takiej książki mógłbyś pozazdrościć :)
Wtorek, 6 Kwietnia, 2010 Disorder
winda w dół
Odpowiedz
i zazdroszczę, nawet bardzo...
Środa, 7 Kwietnia, 2010 Anna
winda w dół
Odpowiedz
A właśnie!\" Studnia Murakamiego\"... Na nią chyba przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać. Ja tam cały czas czekam:)
Dodaj własny komentarz
Pola oznaczone (*) są wymagane.
Imie / pseudo *
Tytuł *
Adres email
Strona Web /
GG / Skype
Komentarz*
Słownie 5 + 2 =
Dodaj
alkohole antologie Bandyci Rodriguez Bomba w windzie Crass cytaty Disorder i ja film futbol Jarocin Jirafa Roja koncerty konkurs Krzyk kwezala kultura cyfrowa literatura Meksyk Melanże z Żyletką nauka Neurokultura No Future Book obserwacje opowiadania podróże pożegnania postawy punk recenzje rynek książki Spotkania autorskie statystyki Szerokopasmowa kultura We śnie wiersze Włochaty wywiady Xenna YouTube Złam prawo
AntyRadio - Radio BEZ Zasad
Landsberg Hardcore Crew
 
Creative
Commons License Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne 2.5 Polska
Aktualny PageRank strony xenna.com.pl dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO © 2007 Biblioteka Analiz Sp. z o.o.
Serwis optymalizowany do 800x600+ | IE/Mozilla FF | kodowanie iso-8859-2