Żałuję, że 11 listopada nie będzie mnie w Warszawie, jadę w tym czasie do Berlina i opuszczę wydarzenie, któremu "Rzeczpospolita" poświęca pierwszą stronę tytułując artykuł "Antifa chce zamieszek". Dalej "Rzeczpospolita", która dawno nie jest już gazetą, z którą mógłbym się choć trochę identyfikować, zamieszcza debilny komentarz Piotra Goćka "Czy Polska jest państwem prawa", w którym - podobnie jak w tekście na pierwszej stronie - autor sugeruje, że Antifa przygotowuje zamieszki - barykady, butelki z benzyną i kamienie. Poszełbym na manifestację Antify choć nie jestem anarchistą. Poszedłbym przede wszystkim przeciwko głupocie. Takie artykuły, jak wspomniany z "Rzeczpospolitej" świadomie dzielą, jątrzą, szukają sprawców zanim doszło do wydarzeń. Zachowują się jak inkwizytorzy, zaślepieni nienawiścią do wszystkiego, co im obce. Mi obce są hasła 11 listopada - Bóg, honor, ojczyzna, Legiony i cały ten patridiotyzm. Obce, ale nie nienawistne, bo chcę żyć w kraju, w którym ludzie mają prawo do rozmaitych poglądów, zarówno antyrządowych, jak i ultrakatolickich. Nie irytuje mnie Radio Maryja, nie słucham go, ale nigdy by mi nie przyszło do głowy, żeby komukolwiek tego zabraniać. Chcę żyć w kraju pełnym barw, a nie biało-czerwonym czy czarno-czerwonym. Nie pójdę na paradę gejów, bo mam ciekawsze zajęcia, ale nie przeszkadza mi ona (o ile nie blokuje na wiele godzin miasta). Nie jest mi ideowo blisko do protestujących nauczycieli, bo uważam, że zamiast narzekać powinni cieszyć się, że mają cztery miesiące wakacji, ale to moje zdanie, a ich zdanie jest odmienne i cholera mają do tego prawo. Tak jak anarchiści mają prawo do stylistyki rodem z Jasieńskiego, Paryż od tego nie spłonie, Warszawa też nie. |