Ta książka to jawna kpina autora „Lolity”, drwi on sobie z konwencji powieści, poematu, pracy krytycznoliterackiej, drwi z samych krytyków i lingwistów, z redaktorów, wydawców i korektorów, złośliwie puszcza oko do swoich przyszłych biografów i wystawia na ciężką próbę zdumionych czytelników. Ta książka miesza konwencje, narracje, czasy, miejsca. Alternatywne światy przenikają się bez ładu, a czytelnik nie wie z jaką opowieścią i przez kogo opowiadaną, ma do czynienia. Czy jest to opatrzony komentarzami wariata poemat tragicznie zmarłego genialnego poety? Czy to podwójna mistyfikacja szaleńca? Czy może wyrafinowana gra literacka? Konstrukcja książki składa się z czterech niejasnych części – przedmowy do poematu napisanej rzekomo przez jej redaktora Charlesa Kinbote (nazwisko, jak się później przekonujemy najprawdopodobniej fałszywe), właściwego poematu w czterech pieśniach i 999 wersach spisanych przez zastrzelonego poetę Johna Francisa Shade’a, będącego czymś na kształt podsumowania życia, zupełnie oderwanych od tekstu poematu komentarzy również napisanych jakoby przez Kinbote, oraz rozbudowanego indeksu, który jest swego rodzaju komentarzem do komentarzy. Kinbote snuje alternatywną historię fikcyjnego królestwa Zembli przedstawiając się jako władca Karol Ukochany. To jednak jedna z wielu opowieści w opowieści, w której te same osoby występują pod różnymi imionami, i w której nie jesteśmy w stanie rozdzielić rzeczywistości od fikcji. Bo rzeczywistości nie ma, a fikcja ma wymiar totalny. Nie pierwszy raz Nabokov udowadnia, że historię można tak zagmatwać, że nawet uważny czytelnik nie będzie na koniec w stanie określić jej narratora. O „Bladym ogniu” krytycy napisali kilka książek, rozwiązania zagadek fabularnych jednak nie znaleźli, a sam Nabokov w udzielanych wywiadach zdawał się mylić tropy, wszak wyraźnie chciał sobie z badaczy zadrwić. Drwina to jednak najwyższych literackich lotów, choć książka nie jest łatwa w lekturze, zmusza czytelnika do ciągłego przewracania kartek by porównywać wersy poematu z komentarzami szalonego redaktora, dochodząc do wniosku, że jedno ma się nijak do drugiego, komentarz pisany jest niezależnie od dzieła. Autorem polskiego przekładu części pisanej wierszem jest Stanisław Barańczak. Ciekawej próby interpretacji „Bladego ognia” w obszernym posłowiu dokonał Leszek Engelking. |