Tak jak się spodziewałem - finał tych mistrzostw świata był brzydki, chyba nawet brzydszy niż cztery lata temu pomiędzy Włochami a Francją. 11 żółtych kartek plus czerwona. 0:0 przez 118 minut. Festiwal zmarnowanych okazji, w końcu na dwie minuty przed końcem dogrywki bramka Iniesty. Bohaterem tego meczu, jak i całych mistrzostw był hiszpański bramkarz Iker Casillas, dziś bronił w nieprawdopodobnych sytuacjach, dwukrotnie sam na sam z Arjenem Robbenem. To były bardzo dobre mistrzostwa, grane ofensywnie, z dużą liczbą goli. Moim zdaniem najlepsze mistrzostwa od 1986 roku. Finał był zaprzeczeniem piękna tego Mundialu - zachowawcza i agresywna gra, niesportowe zachowania po obydwu stronach. Nerwy dawały o sobe znać. Obok Ikera Casillasa najlepszym piłkarzem był Diego Forlan z Urugwaju. Właściwie każda z czterech najlepszych drużyn mogła w tym roku zdobyć mistrzostwo, każda z nich grała na najwyższym poziomie. To były wyrównane pojedynki, decydowało szczęście, może lepszy dzień. Wolałbym oglądać finał Niemcy-Urugwaj, bo tamte zespoły grały dużo bardziej widowiskowo. Ale skuteczni byli wszyscy - wystarczy przypomnieć, że Holandia wyeliminowała m.in. Brazylię. Łącznie cztery najlepsze drużyny strzeliły 47 goli, Niemcy: 16, Holandia: 12, Urugwaj: 11, Holandia: tylko 8. Te mistrzostwa przypomniały też, że na tego typu turnieju wiele zależy od szczęścia. Wygrana w fazie grupowej Szwajcarii nad Hiszpanią najlepiej tego dowodzi. Szczęście stanowi o uroku piłki. Szkoda, że tak często na Mundialu zamiast szczęście o wyniku decydowały błędy sędziów. Te błędy zepsuły kilka świetnie zapowiadających się widowisk. I boję się, że FIFA niczego się nie nauczy. Zapowiadają zmiany, ale to będą zmiany pozorne. Symbolem tego jak mało wagi FIFA przywiązuje do sędziowskiego partactwa, jest wystawienie do sędziowania w finale Anglika Howarda Webba, który od dawna wygwizdywany jest przez kibiców. Jak to jest, że kibice przed telewizorami widzą swoje, a sędziowie swoje? Z obawą myślę o Euro 2012 i naszej roli gospodarza. Patrząc na poziom gry europejskich zespołów w RPA widzę, że jesteśmy gdzieś w dalekim ogonie - za Słowacją, za Słowenią, za Szwajcarią, za Serbią. Nie bardzo widzę szansę na nasze wyjście z grupy, gdyż nie mamy obecnie nie tylko trenera, ale też ani jednego piłkarza światowego formatu. A czasu mało.
Wyznaczając akurat tego pana do sedziowania, władze światowej piłki wykazały sie poczuciem humoru. Albo i też raczej pokazały kto tu rządzi i gdzie mają wszelkie sugestie kibiców.