Nie przesiaduję całe dnie w coffe shopach, zwiedzam trochę, a co! Zwiedzam na kacu lecz w dobrym humorze, a zapach zioła idzie za mną krok w krok, choćbym chciał to się nie uwolnię, a nie chcę. Zwiedzam. Dziś zwiedziłem na przykład Dom Bolsa. Mój imiennik Lucas Bols założył w Amsterdamie gorzelnię w 1575 roku. Dziś marka słynie z koktajli, no a na lokalnym rynku znana jest z wielu marek doskonałego genevru. W muzeum może nie ma wiele do oglądania – trochę multimediów, trochę starych butelek, plakatów, najważniejsza jest jednak degustacja. Z biletem niby przysługuje jeden drink i dwa shoty, ale ja wyżebrałem u panów barmanów dwa drinki i pięć shotów, bo wyjąłem notes i zacząłem opisywać smaki, fotografować, cyrk robić jakbym w skarbcu Templariuszy się znalazł i Świętego Graala odnalazł. Ale też kupiłem co nieco w muzealnym sklepiku :) Następnie tanecznym krokiem poszedłem zwiedzać browar Heinekena. Piwa nie lubię za bardzo, ale do browaru było blisko, no i też kusili degustacją. Uległem, człowiek słaby ze mnie. A zabawa była przednia bo zanim polano piwo zaprowadzili wszystkich do sali z filmem 4D poświęconej produkcji piwa z czerwoną gwiazdą i w zielonych butelkach. Trzęsło, bulgotało, lała się woda na głowę, efekty termiczne i sejsmiczne, zapachy i bąbelki wypuszczane z sufitu wypełniły salę. Takie muzea to ja rozumiem! |