"To powinny być ostatnie wybory mniejszego zła: między kimś bez charakteru i kimś z jego nadmiarem. Możemy i musimy stworzyć sieć ludzi wolnych i zmusić państwo, aby nam służyło" - pisał w maju tego roku w bardzo mądrym eseju pt. "Nas jest więcej" Czesław Bielecki. Otóż ja nie mam potrzeby wybierania między kimś bez charakteru i kimś z jego nadmiarem, dlatego zostałem w domu. Nie wybierałem zresztą w poprzednich wyborach, w jeszcze poprzednich itd. Nie wybieram bo nie wierzę politykom. - To pan nie chce nic zmienić? - spytała mnie ostatnio poirytowana Beata Stasińska z wydawnictwa W.A.B., kiedy jej powiedziałem, że nie głosuję - z zasady, bo mój głos to nieufność wobec polityki. Nie głosuję, żeby się nie wstydzić. Czy to znaczy, że nie chcę nic zmienić? Nie, to wcale tak nie znaczy. Zwyczajnie, nie wierzę, że ktoś bez charakteru lub ktoś z jego nadmiarem może cokolwiek zmienić. Dlatego staram się zmieniać rzeczy tam, gdzie mogę - wokół siebie, w swojej firmie, w środowisku, które jest mi bliskie, ale nie w państwie, które mnie irytuje biurokracją i ignorancją wobec obywateli. "Nie osiągnęliśmy wolności od tyranii administracji, wolności od bezkarnych mafii urzędniczych, bez których zgody osiągnięcie wspólnych celów jest mrzonką" - pięknie pisał Bielecki. Czy taki lub inny prezydent, premier, poseł, sprawi, że moja osiemdziesięcioletnia babcia, która przez dziesięciolecia płaciła składki ubezpieczeniowe, będzie mogła dostać się do lekarza? Że nie usłyszy, iż najbliższy wolny termin jest za pół roku, kiedy być może już nie będzie żyła? Że zostanie obsłużona uprzejmie? Że ktokolwiek z nas zostanie uprzejmie obsłużony przez urzędnika, a lekarz - o ironio! - obstawiony jest w tym kraju przez urzędników, o ile pracuje w publicznej służbie zdrowia. Przez urzędników obstawiony jest sąd, zaś urzędy pracy to upokarzająca bezrobotnych biurokracja, która tylko wzmaga społeczną bezsilność, brak wiary. To samo dzieje się w szkolnictwie, to samo w służbach mundurowych. Powszechne lekceważenie obywatela. I tak dalej, pierdolę wybory, polityków i urzędników. Mój wybór to starać się być niezależnym, czyli zarabiać tyle, żeby nie musieć mieć do czynienia ze sferą publiczną, na którą płacę podatki. Mój wybór to unikać sytuacji, w kórych mógłbym mieć do czynienia z biurokracją sądownictwa, arogancją policji i służb miejskich. Nie głosuję na polityków bo nawet w przypadku administracji osiedla mam całkowite poczucie bezradności. Żyjemy w kraju arogantów i cwaniaków. Kiedy zmieni się mentalność urzędników, wówczas może zainteresuję się moim prawem wyborczym. A wbrew temu, co pieknie myśli Czesław Bielecki - nas wcale nie jest więcej, jesteśmy w defensywie - my obywatele, przytłoczeni przez aparat biurokracji państwa.
Demokracja. Niczym lista przebojów, albo inne komercyjne zjawisko popu. Większość tłamsi przemocą obywateli o mniej popularnych poglądach; narzuca im swoją wolę i nawet podobno jest to sprawiedliwe, a nikt lepszego ustroju nie wymyślił...
Tyle, że na głos większości składa się zawsze element najmniej wybredny, najbardziej prymitywny, taka sobie hołota. Oni to przemawiają zgodnie, indywidualiści są zazwyczaj podzieleni.
I właśnie o tym doskonale wiedzą ci, którzy o głosy większości zabiegają. Metodycznie i naukowo opracowują sposoby pozyskania większości. Ponieważ wywodzą się ze struktur polityczno - biznesowo - mafijnych, stać ich na manipulacje w prostych umysłach, oficjalnie zwane kampanią wyborczą.
Tak to dochodzi do absurdalnej sytuacji, gdy w drugiej turze wyborów prezydenckich, staje przeciw sobie dwóch największych szkodników dla ludzi, którzy oddali na nich swe głosy. Ale ponieważ skutecznie ich zmanipulowano, oni o tym nie wiedzą i zastanawiają się, co teraz.
Pierwszy - podstawiona figurka bankierów i elit finansiery, bez własnego zdania, człowiek - atrapa.
Drugi z wielką pasją, wizją i wiarą, iż wie, jak ludzie powinni myśleć oraz co jest dla nich dobre. Już przygotował dla tych co mają własne zdanie, odpowiednią ilość łagrów, szubienic i nowych kodeksów karnych...
Żadnego z tych panów nie obchodzi los przeciętnego Polaka, nawet nie rozumieją typowych problemów; myślą w innych kategoriach.
I co z tego wynika? Wszelkie namawianie mnie do uczestnictwa w wyborach, uważam za wielce obraźliwe i ogólnie wypraszam sobie. Ja nie jestem idiotą, kretynem, debilem i nie życzę sobie, aby ktoś mnie za takiego uważał.
To inaczej - dotyczy tego, że nie komentuję poglądów, z którymi się zgadzam. Wolę się kłócić. Ale tym razem wyjątek. Nic mądrego nie dodam, bo autor zawarł w tekście wszystko, co chciałbym na ten temat powiedzieć.
Szkoda tylko, ze nawet jak głosować pójdą tylko sami zainteresowani w asyście rodzin i kumpli, to i tak wybory będą ważne.
Ale co tam... Jaki naród, taka i władza nad nim.
Moje sumienie jest czyste. Nikogo nie poparłem. Chociaż o mało co bym uległ... Metody robienia w oszołoma, mają nieźle opanowane.