Na targach książki w Krakowie bynajmniej nie było widać kryzysu, który trapi księgarską branżę. Jak zwykle przyszły tłumy czytelników, nie brakowało nowości i spotkań ze znanymi pisarzami. Sporo firm promowało ofertę e-booków oraz książek audio. Liczne spotkania literackie odbywały się poza targami - w klubach i kawiarniach. Targi odbyły się po raz piętnasty i po raz piętnasty na nich byłem. Każda edycja jest udana. W czym tkwi sekret? Chyba w tym, że Kraków to kulturalne miasto, ludzie tu czytają i kupują książki. Przy krakowskim Rynku jest kilka wielkich księgarni, Empiku i Matrasa nie wyłączając. Na warszawskim Rynku nie ma ANI JEDNEJ księgarni. To o czymś świadczy. Oglądając stoiska doszedłem do smutnego wniosku, że nadprodukcja książek jest jednak w naszym kraju ogromna. Za dużo tego! A jednak każda znajduje jakiegoś czytelnika, więc może trzeba się cieszyć z urodzaju... Cieszyć się można jednak tylko w Krakowie, potem wraca się do szarej rzeczywistości. We wtorek, kiedy będę przechodził obok znanej warszawskiej księgarni z tanią książką, gdzie wyprzedawane są dziesiątki tysięcy tytułów, które nie znalazły nabywców, przypomnę sobie, że jednak książka pogrążona jest w kryzysie. |