Autobiografia Tomasza Budzyńskiego, lidera Armii, liczy ponad 400 stron i, nie oszukujmy się, jest to materiał bardzo nierówny, łączący elementy dziennika, wspomnień, przemyśleń, bez wątpienia książce przydałby się dobry redaktor, choćby po to by wyeliminować powtórzenia. Nie mniej Budzyński stworzył bardzo ciekawy dokument sceny alternatywnej, a przynajmniej jej części – począwszy od 1983 roku, kiedy zadebiutował jako wokalista zespołu Siekiera po dziś. Na swój sposób urzeka bezpretensjonalność tej opowieści i szczerość w ocenie siebie, innych ludzi, w recenzjach muzycznych, we wspomnieniach zdarzeń. Pozornie spokojne, zaskakująco uporządkowane wspomnienia aż kipią od emocji, no i pulsują muzyką. Budzyński miał szczęście pracować z wielkimi osobowościami sceny niezależnej, jak: Tomasz Adamski, Robert Brylewski, Dariusz Malejonek, Tomasz Kożuchowski, Mateusz i Marcin Pospieszalscy, Robert Friedrich i inni. Nie obywało się bez konfliktów, czego w książce nie ukrywa, ale nawet gdy one były, to w ocenach Budzyński jest sprawiedliwy, oddziela sprawy osobiste od artystycznych. Wiele opisanych zdarzeń było już relacjonowanych przez inne osoby, więc „Soul Side Story” jest też dodatkowym przyczynkiem do rodzimej historii zbuntowanego rocka. Jakim człowiekiem jawi się Budzyński ze swojej autobiografii? Poszukującym, ciekawym świata, umiarkowanie neurotycznym, religijnym, bardzo rodzinnym, kochającym muzykę, oczytanym. W sumie nie najgorzej. |