W żadnej innej galerii taka wystawa nie miałaby swojej mocy. Warszawska Zachęta jak żadne inne miejsce kojarzy nam się z zamachami na wolność twórczej wypowiedzi, a jeżeli dodamy zamach na prezydenta Narutowicza, to na wolność, demokrację w ogóle. Przypomnijmy tylko kilka głośnych zdarzeń z ostatnich lat - uszkodzenie przez posła Tomczaka rzeźby Cattelana ukazującej Jana Pawła II przygniecionego meteorytem, Daniela Olbrychskiego tnącego szablą portrety aktorów w faszystowskich mundurach, protesty przeciwko "dewiacyjnej" jak pisano wystawie "Ciepło/zimno - Letnia miłość"... Wystawa przygotowana przez Goshkę Macugę przypomina te i inne zdarzenia (m.in. głośne kontrowersje wokół instalacji "Pasja" Doroty Nieznalskiej, zakończone procesem i wygraną artystki - wystawa miała miejsce w 2001 roku w Galerii Wyspa w Gdańsku). Ekspozycja powstawała wokół problemu cenzury w sztuce polskiej po 1989 roku, ataków na obiekty sztuki, artystów, kuratorów, dyrektorów, instytucje. Zamieszczono tu m.in. wycinki prasowe, a także listy pisane przez oszołomów - do ministrów, kuratorów wystaw, samych twórców, dyrektorów muzeów, często zawierające pogróżki (np. "A.Rotterberg dostaniesz meteorem i zobaczysz swoją drogę i gwiazdę"). Wyraźnie pokazują, że wolność twórczej ekspresji nie jest dla społeczeństwa czymś oczywistym i niejednokrotnie wymaga od artysty, ale i kuratora wystawy, odwagi. A jednym z najlepszych przykładów tego, jak miałkie jest u nas przywiązanie do wolności wypowiedzi jest wypowiedź ministra kultury Kazimierza Ujazdowskiego (z 2000 roku), po tym jak zwrócił się do dyrekcji Zachęty nakazując zamknięcie wystawy "Naziści" Uklańskiego: "społeczeństwo nie jest przygotowane do odbioru sztuki". To chyba najsmutniejsza rzecz, jaką mógł zakomunikować minister kultury i SZTUKI. Warto wybrać się na wystawę Goshki Macugi i uważnie wczytać w prezentowane tam dokumenty. W czwartki wstęp do Zachęty jest bezpłatny. |