Drugi tom pełnej edycji opowiadań Nabokova obejmuje utwory z lat 1930-1952, początkowe pisane jeszcze po rosyjsku, późniejsze – po angielsku. Są niczym dagerotypy, utrwalone w stylowej sepii dawne obrazy świata, który bezpowrotnie przeminął, jak te koronki na rękawach kobiecych sukien, jak białe zwężane kąpielowe spodnie mężczyzn, jak dziecinna zabawka – metalowa obręcz do toczenia. Nabokov był mistrzem obserwacji, a jego opowiadania niemal pozbawione są fabuły, zatrzymują jedynie zawieszone emocje i drobiazgowo opisane miejsca i postaci. Często jest to nostalgiczna dla samego autora podróż do lat jego młodości, stąd zapewne to wrażenie dagerotypu, bo warto zauważyć, że tak dbały o detale pisarz bardzo rzadko operuje innymi kolorami niż biel i czerń. We wspomnieniach wszystko staje się wyblakłe, żywe pozostają emocje, zacierają się imiona i daty. Ale ta szarość i ulotność bytu mają też swój wymiar metafizyczny, Nabokov często zapuszcza się bowiem w zaświaty, sprawdza co jest „za granicą śmierci”, doczesność i nieskończoność przenikają się w niektórych historiach. Narracja nie kończy się w chwili śmierci, zdarzenia mogą być opowiadane ciągle na nowo. W tych opowiadaniach właściwie nie ma początku i nie ma końca, zwykle nie ma puenty, po prostu opowieść się urywa, choćby przerwana dźwiękiem telefonu. A czytelnik może w myślach samemu podążać za urwaną historią.
najbardziej podobała mi się powieść \'Zaproszenie na egzekucję\', dlaczego? \"Cyncynat ruszył, szedł pośród kurzu i przewróconych przedmiotów, i trzepoczącego płótna, kierując się w stronę, gdzie sądząc po głosach, stały istoty podobne do niego\" Już wiesz?
Genialne!