W warszawskiej galerii Zachęta rozpoczęła się właśnie wystawa (w czwartki wstęp za darmo) prac znanego niemieckiego fotografika Wolfganga Tillmansa, który eksperymentuje głównie z materią światłoczułą, dowodząc, że tradycyjne formy nie ustępują możliwościom jakie daje dziś obróbka cyfrowa. Jednocześnie jednak chętnie korzysta z formy druku cyfrowego zdjęć, tu bowiem dużą rolę odgrywa sama faktura podłoża, farby, tuszu. Są też zdjęcia niemal reporterskie, zdjęcia ocierające się o seksualność ("Nagi" czy "Całus"), ale i kolaże. Są tu całkowite abstrakcje, jak fotografie kropli pigmentu, które rozpuszczają się w wodzie z cyklu "Freischwimmer" czy fotografie powyginane niczym płaskorzeźby. Wystawa pokazuje spektrum zainteresowań niemieckiego fotografa, ale też irytuje widza nieporządkiem, chaosem panującym w wystawowych salach, nie rozumiem koncepcji kolejności i wyboru zdjęć (nie podpisanych, korzystać trzeba z marnej jakości ulotek z planem wystawy). Po obejrzeniu wystawy w Zachęcie Wolfgang Tillmans jawi nam się jako wysokiej klasy specjalista w dziedzinie techniki fotografii. Zdolny rzemieślnik. Ale czy artysta? Ta wystawa skłania do refleksji nad granicą między sztuką a warsztatem artysty. Zwłaszcza prace wideo Tillmansa rejestrujące gotujący się groszek, śpiącego psa, śpiącego mężczyznę - gdzie w tym niepowtarzalność, gdzie wyjątkowość dzieła? Ale podobnie jest z eksperymentami na kliszach. Wymagają one cierpliwości, precyzji, znajomości techniki, problem jednak w tym, że podobne efekty uzyska dziś amator z oprogramowaniem Photoshop. Czy to znaczy, że rzeczywiście technika sprawia, że każdy może być artystą? Nie sądzę, choć nad śpiącym psem zawiesić kamerę to na pewno nie sztuka. Jasne, Tillmans nie korzysta z cyfrowej obróbki, poznał alchemię fotografii i trzeba to docenić, ale czy się zachwycić? Sztuka według mnie powinna nosić znamiona niepowtarzalności, rzemiosło jest tu wtórne, powinna też wyrażać samego artystę, tymczasem na podstawie zdjęć z Zachęty o Tillmansie dowiadujemy się niewiele, możemy domyślać się homoseksualnych skłonności i wrażliwości na inność, co jednak poza techniką interesuje go w sztuce? Tego zdjęcia nie mówią, bo raz go interesują detale, innym razem światła, a kiedy indziej perspektywa, ale może kuratorzy wystawy chcieli pokazać zbyt wiele, przez co mimo wszystko pokazali niewiele. |