Kanał RSS
Najczęściej komentowane
1. Mrówa-punkówa
2. Złam prawo - fragment części II
3. Xenna na ekranie
4. Xenna - alternatywne zakończenie
5. Chaos i świńska skóra
6. Od Absyntu do Zarazy
7. Disorder i ja
8. Spotkanie autorskie we Wrocławiu
9. Bomba w windzie - nowe propozycje okładek
10. Sylwia
Strony partnerskie
Crass Zbuntowane Życie Penny Rimbaud
Gazeta Literacka
Kwartalnik Literacki Wyspa
Melanże z żyletką
Najlepsze przewodniki
No Future Book Śmierć Książki
Notes Wydawniczy
Rynek Książki
Urządzenia biurowe
Witold Horwath
Wydawnictwo Jirafa Roja
Wydawnictwo Primavera
Wydawnictwo Jirafa Roja
 
"Bibliotekarz" o "No Future Book" Piątek, 27 Lutego, 2009
Dr Adrian Uljasz
  W numerze 2/2009 miesięcznika "Bibliotekarz" ukazała się obszerna recenzja dr Adriana Uljasza z Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. H. Łopacińskiego w Lublinie, w której autor wnikliwie analizuje książkę Łukasza Gołębiewskiego "No Future Book".
Tytuł eseju Łukasza Gołębiewskiego przyciągnie uwagę osób zainteresowanych książką zawodowo: bibliotekarzy, księgarzy, wydawców i drukarzy. Z pewnością ich zaniepokoi, budząc obawę o przyszłość zawodu. Sformułowanie „śmierć książki” odnosi się do dotychczasowej, drukowanej postaci książek, które istnieć będą zawsze, jednak w przyszłości znacznie większą rolę od wydawnictw papierowych zaczną odgrywać publikacje na nośnikach elektronicznych. Łukasz Gołębiewski, sam pełen obaw, pisze o perspektywie „śmierci książki”, żeby skłonić czytelników do refleksji. Zachęca do dyskusji z prezentowanymi rozważaniami. . Ostrzegając przed możliwością śmierci tradycyjnej książki, która ma nastąpić wraz z rozwojem nowoczesnych technologii i powiększaniem się roli Internetu w życiu społecznym oraz gospodarczym, podkreśla, że pierwsze zmiany dotkną dystrybucji treści, a kolejne systemu edukacji. Coraz większą rolę będą odgrywać e-lerning i e-dukacja. E-lerning to interaktywne nauczanie za pośrednictwem sieci, mające przyszłość zwłaszcza w zakresie doskonalenia zawodowego. Niezależnie od tego nowoczesne formy nie zastąpią bezpośredniej międzyludzkiej relacji między nauczycielem a uczniem niezbędnej we wszystkich rodzajach kształcenia. Formy internetowe mogą być tylko uzupełnieniem tradycyjnych, szczególnie w przypadku doskonalenia umiejętności praktycznych, odgrywającego wielką rolę w kształceniu zawodowym bibliotekarzy.
Bibliotekarzy i nauczycieli zainteresują uwagi Łukasza Gołębiewskiego o negatywnym wpływie komunikowania się za pośrednictwem Internetu na rozwój językowy internautów. Badacz podkreśla, że młodzi ludzie, wypowiadając się w sieci na piśmie, kaleczą język, często rozmyślnie, lekceważąc zasady gramatyki i ortografii. Szkodliwe kulturowo jest też nadużywanie młodzieżowego języka, którego jedną z ważnych właściwości stanowi nadmierne posługiwanie się skrótowcami. Poza tym internauta, odchodząc od tradycyjnych nośników kultury, zuboża swoją wyobraźnię literacką. Ze względów wychowawczych niebezpieczne jest również komunikowanie się wyłącznie w formie pisemnej, np. poprzez e-mail, czat, Gadu-Gadu. Skype. Łukasz Gołębiewski ostrzega: „Wirtualny kontakt umożliwia właściwie dowolną mistyfikację — zafałszować można wiek, płeć, upodobania, przy odrobinie inteligencji i sprawności językowej można wcielać się niemal w każdą rolę”. Może to, jak wiemy, prowadzić do zdarzeń o charakterze kryminalnym. Poza tym strony takich kontaktów ograniczają umiejętność udziału w bezpośrednich relacjach społecznych. Do bibliotekarzy należy zapobieganie tej tendencji poprzez integrowanie młodych czytelników na bibliotecznych imprezach kulturalnych i popularnonaukowych. Zasygnalizowane internetowe formy komunikacji międzyludzkiej mają sens w kontaktach niezawodowych wyłącznie, jeśli osoby, z jakimi się komunikujemy, znaliśmy już wcześniej i stosunkowo niedawno. Wtedy ułatwiają utrzymanie znajomości czy przyjaźni. Nie chodzi o populistyczne pomysły w rodzaju portalu „Nasza Klasa”. Poczucie tożsamości poprzez przynależność do konkretnej społeczności internetowej może być tylko złudzeniem, a w rzeczywistości nic zastąpi autentycznego utożsamienia się z grupą, np. wspólnotą wyznaniową, lokalną, czy środowiskiem zawodowym. Blogi autor określa za Jakubem Momro przejawem piśmiennictwa, nie mającego nic wspólnego z literaturą, podczas gdy wartości literackie, a przynajmniej dokumentacyjne, cechują tradycyjne dzienniki i pamiętniki.
Eseista, pisząc o literaturze hipertekstowej popularyzowanej w Internecie, przeciwstawia ją w plastyczny sposób tekstom o tradycyjnej postaci. Za tekstem klasycznym przemawia to, że w przeciwieństwie do hipertekstu jest trwały, a nie ulotny. Jego znaczenie jest zdefiniowane pierwotnie, a nie „wyłaniające się”, cechuje go porządek, a nie chaos (system samoorganizujący się), a także bardziej solidność niż płynność. Otuchą napawają słowa Umberto Eco, zacytowane przez autora, zgodnie z którymi nowe technologie prowadzą do powstawania nowych form twórczości, ale te formy nie zastępują starych, jakich potrzebę nadal głęboko odczuwamy.
Pracownicy bibliotek powinni z uwagą przeczytać rozdziały pracy Łukasza Gołębiewskiego zatytułowane E-książka i E-biblioteki. Popularyzacja e-książek, czyli książek do czytania na monitorze elektronicznego czytnika faktycznie może zrewolucjonizować książnice. Wraz z nią pojawi się problem wyszukiwania przez bibliotekarzy informacji na temat takich publikacji oraz wyposażenia bibliotek w odpowiednie urządzenia do odczytywania plików tekstowo-graficznych. Oferta e-książek w języku polskim jest zresztą znikoma, ograniczając się głównie do klasyki. E-książka może być zagrożeniem dla tradycyjnych publikacji naukowych i edukacyjnych, jako umożliwiająca wyszukiwania wewnątrztekstowe. Autor, pisząc o e-bibliotekach, przewiduje w dalszej perspektywie erę zmierzchu tradycyjnych książnic, przerażającą dla bibliotekarzy. Według niego biblioteki organizując w przyszłości dostęp do e-książek, nie będą już wypożyczać, ale udostępniać na własność, choćby w formie czasowych licencji. Twierdzi, że zaniknie ich rola jako ośrodków kultury organizujących spotkania autorskie, odczyty, przedstawienia teatrzyków amatorskich, konkursy dla dzieci. Tymczasem w związku ze wzrostem roli e-książki zadania bibliotek w tym zakresie raczej się zwiększą. Internet nie zastąpi większości tradycyjnych form działalności kulturalno-oświatowej. Fizyczny kontakt z uczonym albo pisarzem czy innym artystą, zwłaszcza popularnym, zawsze będzie bardziej atrakcyjny niż spotkanie na czacie, tak samo jak oglądanie elektronicznej reprodukcji dzieła plastycznego lub słuchanie nagrania muzycznego nigdy nie będzie tak wartościowe i rozwijające jak oglądanie oryginału obrazu, grafiki czy rzeźby w muzeum albo galerii, względnie kontakt z żywą muzyką. Absurdalne jest myślenie, że wirtualną rzeczywistością można zastąpić udział w charakterze aktora - amatora lub widza w widowisku teatralnym, podczas gdy istotą sztuki teatralnej jest jednoczesna fizyczna obecność aktora i widza w tym samym miejscu oraz. powtarzalność spektakli, z których każdy jest inny, jako odtwarzany przez żywych ludzi, grających dla konkretnej, za każdym razem odmiennej publiczności. Popularyzacja sztuki teatralnej drogą filmową, telewizyjną, radiową lub poprzez Internet zawsze służy promocji żywego teatru.
Zagrożenie dla bibliotek i księgarń to zjawisko „druku na żądanie”, o którym pisze Łukasz Gołębiewski. Autor omawiając kwestię e-książek, e-bibliotek, „druku na żądanie” i e-księgarń stwierdza katastroficznym tonem: „Czeka nas kultura osierocona z bibliotek, drukarń, księgarń. Kultura, która rodzi się na naszych oczach, której większość z nas wcale nie chce, gdyż dorastaliśmy w innej tradycji, kultura, przed którą nie uciekniemy, bo nie ma ucieczki przed postępem”. Należy na to odpowiedzieć, że postęp nie może oznaczać zniszczenia i zaprzestania działania na rzecz rozwoju tego, co wartościowe, godne zachowania w tradycyjnej kulturze. Nowoczesne technologie powinniśmy wykorzystywać do jej promocji. Łukasz Gołębiewski to rozumie, bowiem zaznacza, że dzięki digitalizacji może się zacząć nowe życie starych, często zapomnianych dzieł, np. utworów muzycznych. Digitalizacja służy również ochronie książek, czasopism i zbiorów specjalnych. Eseista nie ma za to racji, kiedy pisze, że digitalizacja jest „biczem”, który biblioteki „kręcą” same na siebie. Przecież bibliotekarze nie muszą udostępniać w formie zdigitalizowanej wszystkich zbiorów książnicy. Promocji biblioteki lepiej będzie służyć prezentacja w formie online pozycji najbardziej wartościowych albo spotykających się z największym zapotrzebowaniem i zarazem dostępnych w niewielkiej liczbie egzemplarzy. Wydawcy także nie wszystko muszą produkować w postaci elektronicznej. W ten sposób uchronimy się przed spełnieniem wizji Gołębiewskiego, głoszącej, że rolę księgarzy, hurtowników, bibliotekarzy oraz dystrybutorów filmów i muzyki zajmą „dostawcy treści” - operatorzy telefoniczni, właściciele sieci kablowych czy providerzy Internetu.
Istotna kwestia to e-dukacja. Łukasz Gołębiewski dostrzega zagrożenia niesione przez tę formę kształcenia, z pozoru przyjazną dla ucznia: alienację młodego pokolenia oraz nadużywanie możliwości korzystania z gotowych tekstów i szablonów. Trzeba dodać, że e-dukacja nie zastąpi nauczania metodami tradycyjnymi. Może być za to przydatna jako pomocniczy środek w nauczaniu poglądowym. Wszystkich ludzi książki, tak autorów, jak i osoby zajmujące się produkcją i promocją zainteresuje problem praw autorskich, szczególnie istotny w związku z rozpowszechnianiem publikacji w Internecie. Łukasz Gołębiewski trafnie podkreśla, że wydawcy znacznie więcej zarabiają na książkach niż autorzy.
Zachętę do sięgnięcia po esej Gołębiewskiego stanowi przystępny język, dzięki któremu można go polecić jako lekturę osobom pozbawionym większej wiedzy w dziedzinie informatyki i nowoczesnych technologii. W książce nie brak bibliografii ani indeksu nazwisk i innych nazw własnych.
Śmierć książki warto przeczytać także ze względu na to, że w publikacji można znaleźć wiadomości pomyślne dla ludzi książki. Badacz informuje, iż z danych Instytutu Książki i Czytelnictwa z 2006 roku wynika, że korzystanie z Internetu nie musi się kłócić z czytelnictwem książek. Okazuje się, że 69 proc. osób stale korzystających z sieci czyta książki. Musi to wynikać głównie z faktu promocji produkcji wydawniczej w Internecie. prowadzonej przez wydawnictwa, księgarnie i biblioteki. Ratunek dla tradycyjnej książki i prasy jest właśnie w jej reklamie poprzez Internet, uzupełnionej promocją z wykorzystaniem tradycyjnych nośników informacji. Poprzez ich umiejętne stosowanie uchronimy się przed groźbą, że generacja nazwana przez Łukasza Gołębiewskiego pokoleniem GEN - ISBN, do jakiej należą ludzie czytający tradycyjne książki, nie będzie miała następców.
Dr Adrian Uljasz
Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. H. Łopacińskiego w Lublinie
Źródło "Bibliotekarz" nr 2/2009
Komentarze czytelników
Dodaj własny komentarz
Brak komentarzy. Twój może być pierwszy!
Dodaj własny komentarz
Pola oznaczone (*) są wymagane.
Imie / pseudo *
Tytuł *
Adres email
Strona Web /
GG / Skype
Komentarz*
Słownie 3 - 1 =
Dodaj
alkohole antologie Bandyci Rodriguez Bomba w windzie Crass cytaty Disorder i ja film futbol Jarocin Jirafa Roja koncerty konkurs Krzyk kwezala kultura cyfrowa literatura Meksyk Melanże z Żyletką nauka Neurokultura No Future Book obserwacje opowiadania podróże pożegnania postawy punk recenzje rynek książki Spotkania autorskie statystyki Szerokopasmowa kultura We śnie wiersze Włochaty wywiady Xenna YouTube Złam prawo
AntyRadio - Radio BEZ Zasad
Landsberg Hardcore Crew
 
Creative
Commons License Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne 2.5 Polska
Aktualny PageRank strony xenna.com.pl dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO © 2007 Biblioteka Analiz Sp. z o.o.
Serwis optymalizowany do 800x600+ | IE/Mozilla FF | kodowanie iso-8859-2