Kanał RSS
Najczęściej komentowane
1. Mrówa-punkówa
2. Złam prawo - fragment części II
3. Xenna na ekranie
4. Xenna - alternatywne zakończenie
5. Chaos i świńska skóra
6. Od Absyntu do Zarazy
7. Disorder i ja
8. Spotkanie autorskie we Wrocławiu
9. Bomba w windzie - nowe propozycje okładek
10. Sylwia
Strony partnerskie
Crass Zbuntowane Życie Penny Rimbaud
Gazeta Literacka
Kwartalnik Literacki Wyspa
Melanże z żyletką
Najlepsze przewodniki
No Future Book Śmierć Książki
Notes Wydawniczy
Rynek Książki
Urządzenia biurowe
Witold Horwath
Wydawnictwo Jirafa Roja
Wydawnictwo Primavera
Wydawnictwo Jirafa Roja
 
O "Bombie" w "Lampie" Środa, 27 Kwietnia, 2011
Kazimierz Bolesław Malinowski
 

Kazimierz Bolesław Malinowski w czwartym numerze "Lampy" recenzuje "Bombę w windzie" w artykule pt. "Windą do nieba".

„Mój piękny panie raz zobaczony w technikolorze, piszę do pana ostatni list” – tak wokalistka zespołu 2+1 zaczynała piosenkę poświęconą windzie do nieba. A Gołębiewski swoją piątą powieść zaczyna lakoniczniej – „Już nie żyję”. Piąta powieść! Autor wciąż poszukuje. Gmera. Przymierza się. O ile wcześniejsze, „Xenna moja miłość”, „Melanże z Żyletką”, „Disorder i ja” miały pewien specyficzny urok ze względu na zawartość dokumentujących mental i obyczaj pokolenia punk smaczków, to „Złam prawo” już nie. Autor obmyślił sobie wtedy, że tak jak wszyscy, napisze kryminał. Ale punkowy kryminał nie zażarł. „Wybuchowa powieść Łukasza Gołębiewskiego” – czytam w „Rzepie” tytuł recenzji Krzysztofa Masłonia i przechodzi mnię dreszcz. Gdzieś na dnie sumienia… może przegapiłem talent? Może nie zwróciłem uwagi na wybitne walory, czepiam się. Masłoń pisze, że „Bomba w windzie” to w istocie moralitet – „przynosi rozważania o śmierci, stawia pytania o to, jak i czy w ogóle jesteśmy do niej przygotowani”. Zapragnąłem przeczytać refleksyjnego Gołębiewskiego, postpunkowo wrażliwego. Los podrzucił książkę w me niecierpliwe dłonie. Gołębiewski nie stoi w miejscu. Poszukiwania formalne trwają. Jego miejący zwykle alkoholowe ADHD bohater tym razem zamknięty w bezruchu prohibicyjnej samotni. Nie z własnej woli, ale eremita. Bo było tak, bomba rypnęła w noclegowni, winda się urwała, a nasz bohater Richard Burton w niej uwiązł i kombinuje. Z laska miał pójść na komcert, a tu jeb, Fukuszima… No więc idealne warunki dla rozwoju moralitetu. Padają kluczowe zdania, dojrzały owoc spada: „Z ludzkiego piekła chociaż można uciec. Zachować nadzieję. Śmierć wszelką nadzieję przekreśla. A czym jest zło, jak nie śmiercią? Czym jest śmierć jak nie złem? (…)Wszak śmierć jest zawsze nieproszonym gościem”. Ech, tyle lat człowiek te problema w głowie obracał, a tu błysk i huk, wszystko w tym błysku stało się jasne.
Poszukiwania formalne trwają. Autor podejmuje z czytelnikiem grę, wciąga go w labirynt, w którym sam zdaje się tracić orientację. Oto pojawiają się pamiętniki Burtona. Notes na dnie szybu windy. Burton zniknął, przepadł, podobno został zawodnikiem wioskowej ligi gdzieś w tropico dżungli. „Istotnie, Castaneda potwierdza, że po wypiciu narkotycznego naparu Burton gra w piłkę nożną jak natchniony, potrafi strzelić po kilkanaście goli w jednym meczu i pomimo czterdziestki na karku porusza się dwa razy szybciej niż pozostali zawodnicy”. W notatniku moleskine, inny wariant fabularny w pigule, czyli idziemy w stronę „Rękopisu znalezionego w Saragossie” i „Pamiętnika znalezionego w wannie”. Wspomnienia windziane to podpucha, element przewrotnej autokreacji Burtona, Riczarda. Tak naprawdę to w Sarajewie pod ostrzałem spotyka starego znajomego, co kulom się nie kłania, „pisarza Lucasa Golebiewskiego, okazało się, że przyleciał dwa dni temu na wykład o kulturze niezależnej”. Znają się od Jarocina 1984, kiedy Burton był srogim załogantem. Przepłynął Bałtyk jako majtek, przemoczył w słonej wodzie swój angielski paszport, żebrał i walczył, „kręcił młyn w pogo na koncertach Prowokacji, Moskwy, Siekiery, Dezertera”. Lucas dostaje txt z moleskina do opracowania, „idąc za namową wydawnictwa Jirafa Roja, użyczyłem tekstowi swojego autorstwa. Przypadki takie są dość częste w literaturze, że przypomnę tylko »Cichy Don«, powieść nieznanego kozackiego pisarza Fiodora Kriukowa, której nazwiska użyczył znany i ceniony Michał Szołochow, za co dostał nawet w 1965 roku Nagrodę Nobla”. Tajemnica rozwikłana? Autor uśmiecha się zagadkowo. Co to za zagadka? – dwie kulki i armatka.

Źródło "Lampa" nr 4/2011
Komentarze czytelników
Dodaj własny komentarz
Brak komentarzy. Twój może być pierwszy!
Dodaj własny komentarz
Pola oznaczone (*) są wymagane.
Imie / pseudo *
Tytuł *
Adres email
Strona Web /
GG / Skype
Komentarz*
Wpisz stolicę polski
Dodaj
alkohole antologie Bandyci Rodriguez Bomba w windzie Crass cytaty Disorder i ja film futbol Jarocin Jirafa Roja koncerty konkurs Krzyk kwezala kultura cyfrowa literatura Meksyk Melanże z Żyletką nauka Neurokultura No Future Book obserwacje opowiadania podróże pożegnania postawy punk recenzje rynek książki Spotkania autorskie statystyki Szerokopasmowa kultura We śnie wiersze Włochaty wywiady Xenna YouTube Złam prawo
AntyRadio - Radio BEZ Zasad
Landsberg Hardcore Crew
 
Creative
Commons License Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne 2.5 Polska
Aktualny PageRank strony xenna.com.pl dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO © 2007 Biblioteka Analiz Sp. z o.o.
Serwis optymalizowany do 800x600+ | IE/Mozilla FF | kodowanie iso-8859-2