W czerwcowym numerze miesięcznika „Magazyn Literacki KSIĄŻKI” ukazała się recenzja z No Future Book. Poniżej jej pełny tekst.
Jakaż przewrotność kryje się w tej książce! Zresztą – ona wcale się nie kryje, na pierwszy rzut oka widać ją lepiej niż cokolwiek innego. Oto bowiem do ręki bierzemy esej wieszczący kres dystrybucji treści w dzisiejszej postaci i analizujący przyczyny tego zjawiska. Jak dowiadujemy się z kolejnych rozdziałów, dni tradycyjnych księgarń i bibliotek też są policzone, zmieni się także rola wydawcy w dzisiejszym rozumieniu tego słowa. A wszystko to podpisane przez autora, którego całkiem niedawno ktoś nazwał „cudownym dzieckiem branży książkowej”, które to dziecko – nie wahajmy się użyć tego słowa – branży tej wiele zawdzięcza (myślę zresztą, że z wzajemnością). Na dużą odwagę zdobył się zatem Łukasz Gołębiewski, chcąc nam uświadomić, co czeka przemysł wydawniczy w perspektywie najbliższych kilku, może kilkunastu lat. Dalszy niepohamowany rozwój nowych technologii i metod komunikowania się, Internet jako medium wymarzone dla nieskrępowanej wymiany myśli, rewolucja w zakresie nauczania na wszystkich poziomach i różnych kierunkach (e-dukacja) oraz konieczność dostosowania do tych zmian wielu przepisów, definiować będą ewolucję, jaka czeka poczciwą książkę. Autor wydaje się zresztą – i całe szczęście – powstrzymywać od ferowania najdalej idących przepowiedni. Pisze on m.in.: „Dla wielu czytelników – księgarzy, bibliotekarzy, drukarzy – to opowieść o końcu, o braku przyszłości. »No Future Book« to hasło niosące ze sobą pewien ładunek beznadziei i rezygnacji. Ale jeżeli pokolenie czytających przetrwa, to i dotychczasowi krzewiciele kultury znajdą swoje miejsce w nowym świecie (…). Tak długo, jak GEN-ISBN [termin ukuty przez Gołębiewskiego – przyp. KF] przekazywać będziemy z pokolenia na pokolenie, tak długo potrzebni będą ludzie, dla których książka i literatura mają wartość większą niż tylko kod binarny”. Póki co, ów kod binarny bezsprzecznie stoi za wszelkimi zmianami, którymi podlega życie nie tylko czytelnika, wydawcy czy księgarza, ale człowieka w ogóle. Mam tu na myśli pozaoficjalną dystrybucję e-książek, rozwój całej blogosfery, książki czytane na ekranikach telefonów komórkowych, czy wreszcie język pisany i mówiony, jakim się porozumiewamy (swoją drogą, emotikonki to nic innego jak znane od tysiącleci piktogramy). Obserwując te przeobrażenia i w rozsądnym zakresie dostosowując do nich swoje życie, róbmy jednak to, do czego zachęca nas w swej książce Łukasz Gołębiewski – przekazujmy GEN-ISBN dalej!