Cyfrowa przyszłość książki nie będzie ani gorsza, ani straszna, ani mniej zyskowna. Łatwo się w niej odnajdziemy i wyjdzie nam ona na dobre - przekonuje czytelników i wydawców w Kulturze Szerokopasmowej znany już czytelnikom Techstów autor Śmierci Książki. W nowym zbiorze swoich refleksji Łukasz Gołębiewski próbuje udowodnić, że rynek kultury cyfrowej w dobie przenośnych czytników, bezprzewodowego internetu i kreujących czytelnicze wybory sieci społecznościowych ma dużo większe szanse na rozkwit niż w mijającej epoce druku. Kluczem do przyszłości są - według autora - czytniki elektronicznych treści za symboliczną złotówkę oraz wprowadzenie abonamentu na kulturę cyfrową. Na pozór utopijne i samobójcze, rozwiązania te - w kulturze powszechnego ściągania wszystkiego z internetu - są w stanie sprawić, że i wilk będzie syty i owca cała. Dlaczego? Na to pytanie Gołębiewski odpowiada w sposób niezwykle przejrzysty, praktyczny i niemal instruktażowy, wspierając się praktyką i teorią cyfrowej gospodarki (ciekawe przeniesienia metafory "długiego ogona" na warunki branży wydawniczej). Autor jest na tyle precyzyjny w swoich przemyśleniach, że miejscami przybierają one formę niemal gotowych propozycji legislacyjnych: Usługi kulturalne [...] powinny być sprzedawane w pakietach, jak minuty rozmów telefonicznych czy jak abonament na usługi internetowe, telewizyjne itp. Im więcej mediów będzie w abonamencie, tym lepiej, zwłaszcza, że media współcześnie łączą się i przenikają. Pakiety rzecz jasna mogą być różnorakie – począwszy od limitowanych liczbą „pobrań” (np. trzy utwory w miesiącu), po limitowane liczbą ściągniętych bajtów (np. 300 megabajtów w miesiącu), lub po systemy łączone (najbardziej prawdopodobne), gdzie będzie jednocześnie liczony limit pobrań i limit transmitowanych bajtów. Oferta mieszana (miks) być może pozwoliłaby uniknąć dominacji filmu i muzyki w strukturze konsumpcji kultury. Mieszany pakiet mógłby zakładać np. możliwość pobrania w miesiącu: dwóch tytułów prasowych, trzech książek, trzech stacji radiowych i telewizyjnych, dziesięciu utworów muzycznych, pięciu filmów spoza oferty wybranych kanałów telewizyjnych oraz np. stały dostęp do słownika, encyklopedii i zdigitalizowanych zasobów dzieł pozostających w tzw. wolnej domenie, czyli nie objętych copyrightem. Książkę zamyka zachęcający bryk dla wszystkich tych, którzy chcą całość poruszanych tu zagadnień ogarnąć w pigułce. Szanse i zagrożenia epoki cyfrowej wypunktowane są tam w spoób najbardziej przystępny z możliwych. |