Na stronie internetowej Biblioteki Głównej Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie znaleźć można obszerną recenzję autorstwa Elżbiety Kochan: W trakcie trwania 53. Międzynarodowych Targów Książki w Warszawie w maju br. odbyła się premiera książki Łukasza Gołębiewskiego zatytułowanej Śmierć książki : no future book. Autor jest dziennikarzem „Rzeczpospolitej”, specjalizuje się w analizowaniu rynku książki. Najnowsza jego praca, nie jest jednak spokojną analizą zjawisk, chociaż jest w niej przytoczone wiele danych statystycznych. Najnowsza książka Łukasza Gołębiewskiego jest tekstem prowokującym do dyskusji. Sam tytuł przyciągnie wzrok każdego, kto czyta teksty w jakiejkolwiek formie, a krótkie eseje o tym co się już wydarzyło i jak te zachodzące zmiany mogą wpłynąć na rynek wydawniczy, księgarski, edukację, biblioteki, czytelnictwo, ogólnie całą kulturę, nie pozostawiają złudzeń, że jesteśmy świadkami absolutnie rewolucyjnych zmian, które przez ostatnie kilkanaście lat na naszych oczach zmieniły „czytelnika liter” stworzonego przez Gutenberga, w „człowieka cyfr” – e-człowieka, który potrafi odczytywać informacje utrwalone w zapisie binarnym. Wg Gołębiewskiego, ten nowy człowiek cyfr odbiera wszystkie najnowsze zjawiska w postaci e-. E-kultura, e-język, e-learning, e-praca, e-biblioteka. Na styku świata realnego, w jakim żyliśmy do tej pory, narodziła się nowa kultura, która jest implikowana przez nowoczesne media. Powstaje pokolenie ludzi, wychowane przed ekranem komputera, z nieodłącznym telefonem komórkowym w ręce, wychodzące na wirtualne randki na czacie, porozumiewające się bez ustalonych przez językoznawców zasad gramatyki i ortografii. Pokolenie, które do wzajemnych relacji nie potrzebuje słów, bo słowa zamieniło na emotikonki i tak naprawdę nie do końca wiadomo, czy ktoś jest prawdziwy, czy w realnym świecie istnieje naprawdę, czy stworzył się na potrzeby kontaktu z życiem na planecie Ziemia, bo często znamy tylko jego nicki, zbudowane z cyfr, pseudonimy, graficzne symbole z komputerowej klawiatury. Taki nowoczesny człowiek, także wiedzę zdobywa nowocześniej, inaczej. Potrafi znaleźć odpowiedź na każde pytanie, pod warunkiem, że posiądzie umiejętność korzystania z wyszukiwarek, otwierania linków, które przez umiejętne wykorzystanie hyperlinków, pozwalają na żeglowanie po wszystkich zasobach, nie tylko krajowych, ale i tych z końca świata i tych napisanych w różnych językach. Młody człowiek jest całkowicie opanowany nowoczesnością, zapomina o starej, wysłużonej formie przekazu, jaką jest książka, i wybiera komputer, e-czytnik, który w elektronicznej sposób generuje tekst. Oczywiście w tym nowoczesnym świecie nie ma miejsca na tak anachroniczny twór jak biblioteka, a bibliotekarz, księgarz, drukarz stają się obiektami muzealnymi. Słowa takie jak: fiszka, karta katalogowa, rewers na zamówienie z magazynu, brzmią jak czarodziejskie zaklęcia, które trudno wymówić. Taką rzeczywistość i bliską przyszłość przedstawia nam autor książki. Praca Łukasza Gołębiewskiego jest bardzo ważnym głosem w dyskusji, jaka od dłuższego czasu toczy się nad przyszłością książki. Mimo mocnych i odważnych słów autora, jak: zagłada, zmierzch, czy nawet koniec obecności biblioteki, należy jednak bardziej optymistycznie patrzeć w przyszłość i nie wierzyć do końca w nieograniczone możliwości Internetu i ograniczenie ludzkiego rozumu. Wszechobecna digitalizacja jest jedynie tylko nowym narzędziem i tak jak nie przestaliśmy chodzić do kina po upowszechnieniu wideo, spotykać się w celach towarzyskich mimo łatwego dostępu do komórek i wideokonferencji z końca świata, tak samo rozsądnie postąpimy z książką. W 2007 roku odbywała się w Międzyzdrojach w dniach od 20 do 22 września, konferencja naukowa Książka i jej czytelnik – dokąd zmierzamy, zorganizowana przez Bibliotekę Główną Uniwersytetu Szczecińskiego. Materiały z tej konferencji mają być opublikowane w sierpniu br. Wiele prezentowanych referatów (pomimo, że uczestnicy nie umawiali się ze sobą na prowadzenie takich badań w macierzystych ośrodkach akademickich) dotyczyło badania preferencji wyboru między książką a wersją elektroniczną publikacji, wśród współczesnych naukowców i studentów. Na szczęście, żadne badanie nie potwierdziło zwycięstwa laptopa nad wersją papierową. Zanim książka Łukasza Gołębiewskiego trafi na biblioteczną półkę, zachęcam do przeczytania kilku jej rozdziałów dostępnych w wersji elektronicznej. Z autorskiej strony internetowej krakowskiego recenzenta Tomasza Harnasa: Biblioteki bez książek, miasta bez księgarń, renesans piktogramów... Opowieść, jaką snuje Łukasz Gołębiewski, jest tyle fascynująca, ile przerażająca. I co szczególnie frapujące... jak najbardziej realna. Śmierć książki. No Future Book to przewrotnie zatytułowany esej o obecnym stanie kultury druku, zapoczątkowanej w 1455 roku przez wynalazek Gutenberga, oraz analiza mechanizmów i tendencji społecznych wpływających na kulturę XXI wieku. – Śmierć książki to tytuł, mam tego pełną świadomość, prowokacyjny. Sam bowiem nie wierzę, że książka – jako utrwalona myśl ludzka – może zginąć. Zmienić się może jednak jej nośnik, co – według mnie – pociągnie za sobą ogromne reperkusje kulturowe, edukacyjne i ekonomiczne. Wraz ze śmiercią książki w jej dotychczasowej, drukowanej postaci, głębokim przeobrażeniom ulegnie rynek wydawniczy i księgarski, zmieni się rola bibliotek, zmianie ulegną preferencje i kompetencje czytelnicze, zmieni się nasz sposób obcowania z kulturą, a w szczególności z tekstem, w tym także tekstem literackim. Podtytuł No Future Book świadomie jest niegramatyczny i świadomie odwołuje się do języka angielskiego, który jest dominującym językiem przekazu hipertekstowego. Powinniśmy raczej użyć zwrotu „No Future for the Book” lub „Books with No Future”. Język nowoczesnego przekazu, o którym także będzie tu mowa, rządzi się jednak swoimi prawami i własną gramatyką, unika poprawności, w imię symboliki liter i wyrazów. Nawiązujące do stylistyki kultury punk hasło „No Future” samo w sobie stanowi symboliczny przekaz. Świadczy o dekadencji, a nie o rzeczywistym końcu. Przewrotnego sloganu „No Future” (bez przyszłości) użyłem jako podtytułu eseju, który w całości poświęcony jest właśnie przyszłości. Przyszłości książki (Book) i wszystkich elementów powiązanych z kulturą druku. Przyszłości, która wyrasta z dotychczasowych form ekspresji. Gdybyśmy zrezygnowali z partykuły „no”, podtytuł tej pracy równie dobrze mógłby brzmieć Future of the Book. Tym samym jednak pozbawilibyśmy ten tytuł jego symbolicznej siły wyrazu, a użycie angielskich słów nie miałoby żadnego uzasadnienia. Łukasz Gołębiewski zastanawia się nad przyszłością książki w kontekście wszechobecnej digitalizacji treści oraz nieograniczonych możliwości Internetu. Pisze o śmierci książki, zmierzchu księgarń, zmianach w języku i konstrukcji literatury jako naturalnych konsekwencjach zachowań ludzkich oraz rozwoju technologicznego. Stawia zdecydowane i kontrowersyjne tezy. Czy literatura drukowana zamiera wobec dominacji hipertekstu i cyberprzestrzeni? Autor porusza takie zagadnienia jak open source, e-book, e-ink, print-on-demand czy choćby blog. Książka, choć uwiarygodniona danymi statystycznymi, napisana jest przystępnym językiem, bez przypisów i nadmiaru cytatów, także bez zbędnej terminologii fachowej. Rejestruje nowe zjawiska kulturowe, które na równi fascynują, co przerażają. Tom został podzielony na 13 części: Człowiek cyfr, Nowy odbiorca, Cyberjęzyk, Hiperliteratura, Cyberprzestrzeń, E-książka, E-biblioteki, Druk na żądanie, E-księgarnie, E-dukacja, Copyright poza kontrolą, Dostawcy treści, GEN-ISBN. – Obecnie na świecie drukuje się ponad cztery miliardy egzemplarzy książek rocznie, z czego około 130 milionów w Polsce. Wartość światowego obrotu książkami to, nie bagatela, około 60 miliardów euro rocznie (ponad 1/3 PKB Polski i – dla przykładu – pięć razy więcej niż PKB Litwy). Czy można sobie dzisiaj wyobrazić świat bez książek? Moja, osadzona w dotychczasowej kulturze, wyobraźnia nie sięga aż tak daleko. Świat bez druku i bez papieru? Zanim jednak tradycyjna książka stanie się antykiem, z ulic naszych miast znikną księgarnie, a następnie biblioteki, zaś podręczniki zostaną zastąpione tablicami multimedialnymi. Pierwsze zmiany dotkną bowiem sposobów dystrybucji treści, kolejne systemu edukacji. E-learning pociągnie za sobą zmianę przyzwyczajeń związanych z przyswajaniem treści. W ślad za tym pójdzie szeroki dostęp do zasobów treściowych, prawa autorskie zostaną w znacznym stopniu uwolnione, a to będzie oznaczało zmierzch przemysłu poligraficznego i wydawniczego w jego dzisiejszym rozumieniu. Producenci papieru i urządzeń drukujących zapewne wciąż będą trzymali się mocno, ale w miejsce księgarzy pojawią się dostawcy cyfrowych treści, oferujący w systemie bezpośredniej sprzedaży szereg usług związanych z rozrywką i edukacją. Przyszłość należeć będzie do dostawców (logistyka, bazy adresowe) i „strażników praw”, czyli następców dzisiejszych wydawców. Recenzja No Future Book ukazała się na łamach Bjaskobolgu prowadzonego przez dr Bożenę Jaskowską, zastępcę dyrektora Biblioteki Uniwersytetu Rzeszowskiego: W zasadzie to nie wiem jak opisać najnowszą publikację Łukasza Gołębiewskiego pt. „Śmierć książki: no future book”: głośnym (czasem niespójnym) rozmyślaniem, futurologiczną wizją czy nakreśleniem realnej diagnozy oraz prognozy na najbliższą przyszłość? Niewątpliwie jest to dzieło tendencyjnie, pisane – mam wrażeniem jednym tchem. Bynajmniej nie jest to zarzutem. Książka czyta się sama, całkiem jak dziennikarski artykuł. A że autor posługuje się skrajnościami, używa mocnych słów (zagłada, koniec, zmierzch itp.) i nie stroni od odważnych podsumowań oraz ocen – to jasne. Tylko w ten sposób najlepiej (najłatwiej?) ukazać można wyraźny obraz współczesnego środowiska internetu. I obecnego w nim prosumenta, hipertekstowych treści, niepewnej sytuacji dotychczasowych nadawców, dystrybutorów i pośredników w przepływie komunikatów kulturalnych, literackich i naukowych w sieci. Już sam tytuł „Śmierć książki” sugeruje „ostrą” i konkretną zawartość dzieła, a niegramatyczny z angielskiego języka podtytuł „no future book” przywołuje z (przynajmniej mojej) pamięci to co buntownicze, na przekór, niebezpieczne i nieznane. Co jest więc w środku? Oto zobaczymy (autor w swym eseju zazwyczaj posługuje się czasem przyszłym) nowego odbiorcę – człowieka cyfr (natychmiastowego, potrzebującego ciągłej wymiany dóbr, uczuć i treści, anonimowego), psychicznego ekshibicjonistę, skłonnego do kłamstwa i konfabulacji, posługującego się specyficznym językiem – cyberjęzykiem ( :p BTW, :x, fenkju itp. itd. z ortograficznymi bledami i bez polskih znakuf). Człowiek cyfr coraz częściej obcuje z cyberprzestrzenią (czymże ona jest? ucieczką od osamotnienia? rzeczywistością wirtualną? scenerią Matrixa czy realną wizją świata zamieszkanego przez fantomy i roboty?) i kontakty te wyraźnie się intensyfikują. Nowy odbiorca spośród dostępnych mu przekazów treściowych wybiera hiperliteraturę, której nie czyta, a którą gra i żegluje za pomocą słów i „kotwic”, bezcelowo i płynnie wędruje, „majsterkuje”, a także obcuje z niespójnością i wielogłosowością, co wyraźnie mu się podoba. E-książka? Wg autora plik tekstowo-graficzny odczytywany za pomocą specjalnego czytnika stanowi poważne zagrożenie dla znanej nam (i jakże lubianej) formy książkowego kodeksu. Czy sukcesywnie obniżające się ceny odpowiednich urządzeń i znaczna konkurencja na tym rynku, coraz lepsze parametry technologiczne (e-papier, czytniki), coraz większa liczba tekstów w wersji cyfrowej, możliwość pełnotekstowego wyszukiwania oraz zmiana modelu zapoznawania się z tekstem nowego odbiorcy (od czytania do fragmentarycznego przeglądania i oglądania), czy te cechy charakteryzujące e-książkę pokonają jej tradycyjną postać? No właśnie czy pokonają? O bibliotekarzach budujących e-biblioteki Łukasz Gołębiewski pisze, iż nieświadomie sami kręcą na siebie bicz. Czy digitalizacja zasobów bibliotecznych (wcześniej czy później wg autora wszystkich zasobów) faktycznie przyczyni się do bezrobocia 18 tys. Polskich bibliotekarzy? Wydaje się to nieuniknione, gdyż składowanie papierowych woluminów jest nazbyt kosztowne, a dla czytelnika, który będzie mógł pobrać dowolną pozycję z Sieci (nawet, jeśli za nowości trzeba będzie uiszczać opłatę) wizyta w bibliotece będzie zbędną fatygą. Publiczne środki będzie można skierować na promocję czytelnictwa i dalszą digitalizację zbiorów oraz – ewentualnie – na wykup licencji w przypadku udostępniania książek, do których prawa autorskie wciąż podlegają ochronie (s. 77). Ha! Jakież to proste! A wcześniej czy później rolę księgarzy, hurtowników, bibliotekarzy, dystrybutorów filmów i muzyki zajmą nazwani przez autora specjalni „dostawcy treści” (tj. operatorzy telefoniczni, właściciele telewizji kablowych czy providerzy internetu). Nieźle! A więc czytelniku! Nie wiesz? Zapytaj przedstawiciela tepsy :) Łukasz Gołębiewski oprócz kilku innych zagadnień, (które do mnie - zapewne z racji niezainteresowań - specjalnie nie trafiają) m.in. nowym form e-learningu, druku na żądanie czy upadku tradycyjnych księgarni, zwraca uwagę na kwestie prawa autorskiego. Co zrobić z tymi nieszczęsnymi 70 latami? Jak przywrócić do życia w sieci dzieła osierocone? Jak w końcu rozwiązać problem wynagrodzeń dla współczesnych twórców i przeciwdziałać skali piractwa? Gołębiewski proponuje rozwiązanie systemowe – wprowadzenie kompleksowej, abonamentowej opłaty za dostęp do dzieł oraz pobieranie opłat od dysponentów sieci P2P. Te skrajności i naprawdę kontrowersyjne sądy muszą być ze strony Łukasza Gołębiewskiego zamierzone. Jak inaczej zrozumieć optymistyczne przesłanie podsumowujące rozważania o śmierci książki? GEN ISBN to pokolenie czytających, dziedzictwo kultury czytania, ale też pokolenie szukających treści w katalogach. To nowi konsumenci słowa, już niekoniecznie słowa drukowanego. Konsumenci, którzy są nadzieją dla przyszłości książki (s.134) (...). Przekazujmy GEN-ISBN dalej. (s. 136) Z niektórymi kwestiami poruszonymi przez Łukasza Gołębiewskiego się nie zgadzam (szczególnie oczywista z tą, iż nastąpi zmierzch bibliotek). Uważam również, iż kilka ważnych kwestii nie zostało tu poruszonych i dokładniej opisanych (m.in. open accces, invisible web, płatne i niezwykle kosztowne naukowe zasoby sieci). Bardzo dobrze jednak, iż esej Gołębiewskiego trafił na półki księgarni (tych tradycyjnych i internetowych) i że wkrótce znajdzie się w zbiorach bibliotecznych i w rękach czytelników. Potrzeba było takiego głosu: odważnego, głośnego, trochę nawet mam wrażenie anarchistycznego. I prezentowanego nie na forum dyskusyjnym czy blogu – tylko właśnie, o ironio, na kartach tradycyjnej książki, która trafić może również do tych, którzy wciąż boją się komputerowej myszy. W księgarni internetowej Merlin pojawiła się recenzja Justyny Sucheckiej, która pisze o swoich wrażeniach z lektury No Future Book: „Śmierć książki” może nie była dla mnie pozycją absolutnie odkrywczą, ale z pewnością rzuciła nowe światło na kwestie druku (który mam nadzieję nigdy nie umrze). Jestem uzależniona od papieru, jeśli chodzi o czytanie, z pisaniem zaś bywa różnie. Uwielbiam książki, ich zapach i kartki pod palcami. Mam nadzieję, zresztą wydaje mi się, że podobnie jak autor, że wizja którą roztacza jest może nie tyle nieprawdziwa, co bardzo odległa. Z drżeniem przyznaję jednak, że powoli wpisuję się w obraz pokolenia, które może zmienić losy wydawnictw, druku, praw autorskich i samej książki właśnie. „No future book” została napisana dość sprawnie - choć jako czytelnika irytują mnie wstawki przypominające o tym, że autor omawiał już temat w innym rozdziale. Czytelne tematy w akapitach w zupełności wystarczają, by zorientować się w budowie tej pozycji. Odnoszę też smutne wrażenie, że autor bał się tego, co napisał. W bardzo przystępny sposób opisuje swoje wizje, po co więc zaznacza (zbyt często), że naturalnie świat może się zmienić i los książki w przyszłości również może być zupełnie inny? To na szczęście raczej moje czepialstwo, niż zarzut w stronę całości. Wielki ukłon za oszczędność w cytatach, a za to ubarwienie przykładami, danymi i dążenie do tego, by przekaz zawarty w książce nie był jedynie odrealnioną wizją przyszłości. Biuletyn Biblioteki Unwersytetu Łódzkiego: Łukasza Gołębiewskiego "Śmierć książki. No future book" (Biblioteka Analiz) poświęcona jest wizji przyszłości książki m.in. w dobie wszechobecnej digitalizacji treści oraz nieograniczonych możliwości Internetu. "Śmierć książki. No future book" to przewrotnie zatytułowany esej o obecnym stanie kultury druku, zapoczątkowanej w 1455 roku przez wynalazek Gutenberga, oraz analiza mechanizmów i tendencji społecznych wpływających na kulturę XXI wieku. Autor pisze o śmierci książki, zmierzchu księgarń, zmianach w języku i konstrukcji literatury jako naturalnych konsekwencjach zachowań ludzkich oraz rozwoju technologicznego. Stawia zdecydowane i kontrowersyjne tezy. Czy literatura drukowana zamiera wobec dominacji hipertekstu i cyberprzestrzeni? Autor porusza również takie zagadnienia jak open source, e-book, e-ink, print-on-demand czy choćby blog. Książka, choć uwiarygodniona danymi statystycznymi, napisana jest przystępnym językiem, bez przypisów i nadmiaru cytatów, także bez zbędnej terminologii fachowej. Rejestruje nowe zjawiska kulturowe, które na równi fascynują, co przerażają. Arilyn na swoim blogu biblio-teczka.blog.onet.pl pisze: Śmierć książki" może nie była dla mnie pozycją absolutnie odkrywczą, ale z pewnością rzuciła nowe światło na kwestie druku (który mam nadzieję nigdy nie umrze). Jestem uzależniona od papieru, jeśli chodzi o czytanie, z pisaniem zaś bywa różnie. Uwielbiam książki, ich zapach i kartki pod palcami. Mam nadzieję, zresztą wydaje mi się, że podobnie jak autor, że wizja którą roztacza jest może nie tyle nieprawdziwa, co bardzo odległa. Z drżeniem przyznaję jednak, że powoli wpisuję się w obraz pokolenia, które może zmienić losy wydawnictw, druku, praw autorskich i samej książki właśnie. "No future book" została napisana dość sprawnie - choć jako czytelnika irytują mnie wstawki przypominające o tym, że autor omawiał już temat w innym rozdziale. Czytelne tematy na akapitach w zupełności wystarczają, by zorientować się w budowie tej pozycji. Odnoszę też smutne wrażenie, że autor bał się tego co napisał. W bardzo przystępny sposób opisuje swoje wizje, po co więc zaznacza (zbyt często), że naturalnie świat może się zmienić i los książki w przyszłości również może być zupełnie inny? To na szczęście raczej moje czepialstwo, niż zarzut w stronę całości. Wielki ukłon za oszczędność w cytatach, a za to ubarwienie przykładami, danymi i dążenie do tego, by przekaz zawarty w książce nie był jedynie odrealnioną wizją przyszłości. prowincjonalnenauczycielstwo.blogspot.com pisze: Bardzo podobała mi się ta książka. Autor nie wieszczy całkowitej zagłady książek jakie znamy i z jakimi lubimy obcować, ale przedstawia nam sposób w jaki zmienia się podejście do czytelnictwa, bibliotek, książek i rynku wydawniczego wraz z rozwojem technologicznym. Tomasz Albecki, autor bloga Książki (nie) tylko z górnej półki pisze: Ciemna okładka zapowiada ciemne treści – powiedziała żona i odłożyła tę książkę. Błąd. Łukasz Gołębiewski jak nikt inny (w tym kraju) rozumie, co dzieje się z książką XXI wieku. Wie również, co trzeba zrobić, by technologiczny skok nie zrobił niektórym osobom z książką związanym wielkiego auła. Łukasz Gołębiewski dobrze definiuje nowego odbiorcę, z którym przyjdzie się mierzyć ludziom za książki odpowiedzialnym. Porusza też ważny temat e-dukacji – rozumianej szerzej niż sięgają horyzonty obecnych sprzedających lekcje przez gadu gadu. Wspomina o GEN-ISBN (sprawa arcyważna) oraz o druku na żądanie. Jednak z nie wszystkimi tezami trzeba się zgadzać. Zawód bibliotekarza, wbrew temu co pisze Gołębiewski, nie zrówna się z osobą do digitalizacji (bo nie wszystko da się zdigitalizować). E-biblioteki i tylko one bez fizycznego istnienia nie mają racji bytu. Podobnie jak brak książki drukowanej czy wspomnienie hiperliteratury (hiperttekst umarł już dawno – to rozdział zamknięty). Niezależnie od tego warto przeczytać jak najszybciej – postęp technologiczny wyprzedza pewne pomysły czyniąc je nieaktualnymi. Brawa jednak za podjęcie ważnego tematu i sięganie do korzeni, w świecie, który czeka tylko na nowego Kindelka. Kolejna recenzja z Merlina, pisze Fabian Cieślik: Esej Łukasza Gołębiewskiego traktuje w bardzo przystępny sposób o przyszłości druku i e-książek. W zgrabny sposób porządkuje obecny poziom wiedzy, również statystycznej, obrazującej trendy i niedaleką przyszłość książki. Wizje autora momentami odbieram jako sprzeczne lub nie do końca jasne, natomiast z pewnością pozwalają wyobrazić sobie sposób funkcjonowanie społeczeństwa przyszłości z książką i jej pochodnymi. Na stronie Korporacji ha!art Urszula Pawlicka zamieszcza felieton pt. „Paradoksy Nostradamusów”. Pisze w nim m.in.: W 2008 roku Łukasz Gołębiewski wydał „Śmierć książki. No future book”, wywołując tym samym wiele kontrowersji. Przeciwnicy głoszonych przez Gołębiewskiego tez m.in. o przyszłych e-bibliotekach, e-księgarniach czy e-dukacji nie zauważyli, że kultura czytania to nie tylko książka. Dziennikarz staje w obronie dziedzictwa kultury czytania tworząc pojęcie GEN-ISBN na określenie nowego pokolenia czytających – niekoniecznie słowa drukowanego. W dziale recenzje Merlina pięć gwiazdek i ciekawą recenzję zamieścił Kamil Polikowski: Największą zaletą książki jest to, że w miarę upływu czasu lektury staje się dla nas doskonałym przyczynkiem do szerszej i arcyciekawej dyskusji na temat charakteru naszej kultury, podlegającej – co stwierdza sam autor w jednym z końcowych rozdziałów – nowej rewolucji. Chodzi tu oczywiście o digitalizację, powszechną zamianę wszelkich dóbr kultury – książek, muzyki, fotografii – na postać cyfrową i umieszczenie ich w jednej, łatwo dostępnej formie w cyberprzestrzeni. W aspekcie ekonomicznym, co także na kartach „No future book” daje się odczuć, objawia się to monopolizacją, a mówiąc bardziej technicznie – konwergencją. Książki skumulowane w jednym miejscu, jednym kliknięciem i za niewielką opłatą będą mogły spłynąć na nasz komputer (bądź dowolne urządzenie służące za czytnik). Czy to koniec tradycyjnego sposobu obcowania z literaturą? Koniec dotychczasowych metod wydawania, publikacji książek? Jak ta zmiana, którą na pewno dostrzegamy, ale jej wagi być może zupełnie sobie nie uświadamiamy, wpłynie na edukację, na rozwój społeczeństwa informacyjnego? Co stanie się z tradycyjnym rynkiem dóbr kultury opartym na materialnym istnieniu dzieł (lub ich nośników)? Czy tym samym zmieni się nasz sposób spędzania wolnego czasu i czy wejdą do użytku nowe, jeszcze niepomyślane dzisiaj, formy uczestnictwa w kulturze? O tym i wielu pokrewnych sprawach traktują rozdziały tej wielowymiarowej książki, a po jej lekturze rodzą się przemyślenia. Moje, skromne, są raczej optymistyczne, ale i nietypowe, bo wydaje mi się, że po wyczerpaniu się cyber-kultury (kiedy nic nowego nie będzie nam już potrzebne) konieczny będzie powrót do zupełnie tradycyjnego sposobu uprawiania kultury opartego na przekazie ustnym. Wiązałoby się z tym, że więcej o wiele ciekawszych rzeczy będzie można zobaczyć i dowiedzieć się „w realu”, niż w sferze wirtualnej. A powiększanie naszego zasobu wiedzy z czasem przestanie nam być potrzebne i informacyjna ekspansja, jakiej obecnie doświadczamy, ustąpi dążeniom do realnego doświadczania, fizycznej obecności i namacalności rzeczy, którymi się otaczamy (a linearność wygra z hipertekstowością). Niewątpliwie każdy czytelnik również wyrobi sobie własne zdanie na ten temat, bo to ważna książka, w sposób kompetentny, rzeczowy dotykająca tego, czym żyje każdy z nas, konsumentów, odbiorców globalnej kultury, a więc choćby i studentów, których cała przyszła kariera i życie zależeć będzie, skąd, jak, ile i jakiego rodzaju wiedzę dzisiaj czerpią, a w jaki sposób będą to robić w przyszłości. Dlatego warto sięgnąć właśnie po tą lekturę, która każe wybiec nieco dalej w przyszłość i zastanowić się nad fenomenem postępującego przejścia naszego świata w sferę wirtualną i dalszym losem książki, rozumianej tutaj raczej jako symbol odchodzącego w przeszłość (?) kulturowego „ancien regime’u”. Róża_Bzowa, recenzja ze strony Lubimyczytać.pl: Książka dobra o tyle, że jest nowatorska i rewolucyjna w tematyce (na rynku polskim, oczywiście). Niemniej należy się czepić następujących kwestii: - bardzo powierzchowna analiza sytuacji, - autor, rzekomo miłośnik książek papierowych, lekceważy "papierowego" czytelnika na rzecz "e-czytelnika", ponieważ nie używa takiego wynalazku jak przypisy (nie podaje źródeł cytatów), ale za to często dodaje przy innych omawianych kwestiach adresy stron internetowych dyskryminując tym samym czytelników, którzy nie mają dostępu do internetu (a są tacy i to całkiem sporo) a chcieliby pogłębić swoją wiedzę i nawet nie wiedzą gdzie sięgnąć, - jestem w stanie wybaczyć autorowi ten prowokacyjny mylący tytuł, ale po co adres strony internetowej na dole każdej stronicy książki?! (chyba zamiast przypisów). Wracając do treści - nie wiem czy będzie tak, jak przewiduje (częściowo się to sprawdziło, po części nie), ale chyba pozostanę starą, zramolałą wielbicielką książek papierowych. Książka jako przedmiot to dzieło sztuki! Wciąż nie rozumiem, dlaczego nie jest za takie uważana. Jest chyba jedynym wytworem sztuki, który można poznać wszystkimi zmysłami, albo przynajmniej większością. Może jestem idealistką, ale wciąż się łudzę, że przyszłe pokolenia będą używać książek papierowych, z e-książek korzystając tylko w celu znalezienia cytatu oraz na wyjazdach z limitem bagażu. Ronnie na blogu "Everything is Iluminated" pisze: Z Łukaszem Gołębiewskim zetknęłam się już dawno temu, kiedy czytałam "Melanże z żyletką", muszę przyznać, że to dość nietypowa książka. Wtedy jeszcze nie zdawałam sobie sprawy z innych zainteresowań tego autora. Nagle zesłano mi z nieba esej "Śmierć książki" i moje życie odmieniło się na zawsze. Książka poszerzyła horyzonty myślowe i otworzyła oczy na ten nieubłaganie zmieniający się świat. Warto jednak dłużej zastanowić się nad samą genezą tytułu, ponieważ jego krzykliwość przykuwa uwagę niejednej osoby, która natknęła się na tę książkę. Czy mamy do czynienia z końcem papierowych wydawnictw? Postępująca technologia coraz to nowszych udogodnień dla czytelników sprawia, że powoli zapominamy o tradycyjnych formach książek. Gołębiewski przedstawia nam odmienny sposób patrzenia na zjawisko ewolucji w czytaniu. Nowe pokolenie ludzi cyfrowego świata, zupełnie sobie obcych, połączonych przez Sieć, nastawionych na konsumpcje i wymianę informacji poszerzyło horyzonty wciąż rozrastającej się kultury, która teraz nabrała odmiennego znaczenia i przybrała nowe wartości. Rozwój Internetu przyczynił się do powstania wielu odrębnych tematów z dziedziny digitalizacji tekstu. Autor znakomicie opisuje nowopowstały język (cyberjęzyk), którymi posługuje się współczesny człowiek Internetu, język, który na nieszczęście godzi w dobre imię tradycji. Dogłębnie omawia również nową formę hiperliteratury, czyli tekstu z odsyłaczami do innych treści, jak pisze sam autor: „nieciągłość, płynność, wielogłosowość, to cechy nowego tekstu, których nie był w stanie zapewnić tradycyjny druk.”. Autor kreuje przed nami świat odmiennych wartości, zagubionych gdzieś w odmętach Internetu, który dominuje większość sfer życia społeczeństwa. Wszelkie rozmyślania na ten temat stanowią wielką niewiadomą, ponieważ nie wiemy, a możemy jedynie przypuszczać zachowania przyszłego e-klienta. Gołębiewski wciąż ma nadzieję, że kultura czytania przetrwa, a idea tradycyjnej książki będzie niezastąpiona i nigdy nie odejdzie w zapomnienie. W efekcie przesłanie tego eseju jest dość smutne. Niestety nie unikniemy cyfrowej rewolucji, bez względu na to, czy wydawcy w niej będą uczestniczyć. „Śmierć książki” to idealna pozycja dla tych, którzy jeszcze sobie tego nie uświadomili, a także dla tych, którzy szukają niezaprzeczalnych faktów zdominowania kultury tradycyjnej książki przez Sieć oraz bezustannie rozwijającej się technologii e-czytników, które zdobywają coraz większe poparcie wśród czytelników. Aleksander, recenzja ze strony Lubimyczytać.pl: Zaskakujące, jak autor wielokrotnie trafnie scharakteryzował to, co dzieje się w obrębie zagadnienia współczesnej książki podejmując takie tematy jak: e-book, piractwo, człowiek web 2.0., cyberjęzyk, hiperliteratura, e-ksiegarnie i wiele inych. Dodatkowo autor przewidział co będzie dziać się z rynkiem książki za kilka lat. Trzy lata po wydaniu pokazały, że wcale się nie mylił. Tę książkę powinien przeczytać każdy wydawca i autor, szczególnie jeśli sceptycznie podchodzi do wizji zastąpienia książki drukowanej e-bookiem a tradycyjnej księgarni czy biblioteki e-księgarnią, czy e-biblioteką. |