Andrzej Zajdel: Dziesięć lat wychodzą roczniki "Rynek książki w Polsce" czy dziesięć lat temu ukazała się analiza "Rynek książki w Polsce"? Łukasz Gołębiewski: Analiza ukazuje się co roku, pierwszy raz rzeczywiście ukazała się 10 lat temu, wydanie złożone tym razem z czterech tomów. Jest to około 1500 stron tekstu, właściwie jedyna analiza rynku wydawniczego w Polsce, wznawiamy ją co roku, co roku ukazuje się nowe wydanie, właściwie całkowicie zmienione i co roku jest kupowane. To jest dla mnie jako autora ewenement. Andrzej Zajdel: Dziesięć lat, to można powiedzieć że pewien obraz trendów, tego co ludzie poszukują. Ta przyszłość chyba nie rysuje się najlepiej jeśli chodzi o czytelnictwo? Łukasz Gołębiewski: I tak i nie, dlatego że oczywiście zmieniają się preferencje czytelnicze, w pewnym sensie uciekamy od tradycyjnej książki, chociażby na korzyść internetu. Ale też pamiętajmy że internet jest takim medium w którym po pierwsze czytamy, po drugie chyba żadne inne pokolenie wcześniej nie pisało tyle ile ludzie dzisiaj piszą. Piszą przecież zarówno blogi, listy, czaty i komunikatory internetowe. Więc piszemy bardzo dużo co jest zjawiskiem pozytywnym bo epistolografia zanim pojawił się internet można powiedzieć że zamierała. Natomiast jeśli chodzi o czytelnictwo tradycyjne, nie patrzę na to z pesymizmem. Wprawdzie ostatnie badania Biblioteki Narodowej pokazują trend spadkowy i w jakimś sensie mogą być zatrważające, ale zwróćmy uwagę na to że poniekąd dzięki Harry'emu Potterowi pojawiło się nowe pokolenie ludzi które chce obcować z książką. Był Harry Potter, ale za nim poszły dziesiątki innych tytułów adresowanych do młodzieży. Literatura młodzieżowa przez lata prawie w ogóle się nie sprzedawała i wydawcy bali się publikować takie książki bo nie było dla nich odbiorców, bo młodzi ludzie woleli grać w gry komputerowe czy spędzać czas przed telewizorem. Andrzej Zajdel: Czyli jednak trzeba stawiać na młodego czytelnika?
Łukasz Gołębiewski: Trzeba stawiać tak naprawdę na każdego czytelnika. Myślę że bardzo ważnym zjawiskiem z pogranicza gospodarki i kultury jest to że książka pojawiła się na ulicach miast jako produkt bardzo silnie reklamowany. Proszę zwrócić uwagę ze właściwie we wszystkich dużych miastach pojawiły się dopiero przed dwoma laty billboardy reklamujące książki. Kiedyś reklamowano ciuchy czy artykuły spożywcze czy AGD, natomiast teraz reklamowane są książki, co wytwarza swoistą modę na to żeby je kupować, żeby czytać. W tym jest zasługa przede wszystkim wydawców prasy którzy zaczęli dołączać książki do swoich czasopism. Gdyby książka nie była towarem w jakiś sposób pożądanym przez masowego odbiorcę to przecież byśmy mieli inne gadżety dołączane do codziennych wysokonakładowych wydań prasy, a nie książki. A jednak ciągle wprowadzane są nowe kolekcje książek. Andrzej Zajdel: Ja pamiętam, na końcu PRL-u zgrzebność wydawanych książek rzucała się w oczy. To był papier podobny do tego którego się używało do zupełnie innych celów. Trzecia Rzeczpospolita wybucha, pojawiają się książki które były dotychczas zakazane i nikt tego nie czytał. Nie czytało się literatury "gułagowej", tytułów zakazanych, pisarzy na których były zapisy cenzorskie. Wydawało się że nie jest ta wolność w przestrzeni słowa, formułowania myśli - potrzebna. Przyszedł czas harlequinów i pojawił się czytelnik. Czy jakąś rolę odegrało zdecentralizowanie wydawnictw, bo kiedyś większe i ważniejsze lokowały się w dużych miastach? Łukasz Gołębiewski: Realia całkowicie się zmieniły, dzisiaj właściwie każdy może być wydawcą dlatego że nowe technologie druku na żądanie pozwalają każdemu za bardzo nieduże pieniądze wydać książkę. Wydawnictw jest w tej chwili w Polsce ponad 20 000, przynajmniej według danych biura ISBN Biblioteki Narodowej. Oczywiście nie wszystkie funkcjonują prężnie, publikują 1-2 książki w roku. Natomiast ogromna podaż literatury z jednej strony sprawia że czytelnik się gubi, ale z drugiej strony każdy coś dla siebie znajdzie. Natomiast wracając do początku lat dziewięćdziesiątych to nie do końca jest prawdą to co Pan powiedział, to znaczy literatura, nazwijmy to "gułagowa", w pierwszym rzucie sprzedawała się bardzo dobrze, natomiast bardzo szybko czytelnikom się znudziła i bardzo szybko ten rynek został nasycony, kolejne książki na ten sam temat nikogo nie interesowały. Ale też zauważmy że początek lat dziewięćdziesiątych to są nie tylko książki które cenzura wstrzymywała ze względów politycznych, ale to jest również zalew popularnej literatury amerykańskiej której również w PRL-u nie było, no takie nazwiska jak Ludlum czy Forsyth. Oczywiście pojedyncze tytuły się ukazywały ale po 1990 roku obserwowaliśmy zalew tych książek, które się sprzedawały wtedy w setkach tysięcy egzemplarzy. Więc pierwsze zachłyśnięcie czytelników nowością, jakakolwiek by ona nie była, jednak było ogromne. Andrzej Zajdel: Ostatnią swoją książkę, "Melanże z żyletką" wydał Pan w wydawnictwie Jirafa Roja. To jest jednak niszowe wydawnictwo. Łukasz Gołębiewski: To jest wydawnictwo które publikuje, powiedzmy, zbuntowane książki, które pokazują pewną alternatywną rzeczywistość. Nie jest to rzeczywistość kreowana ani przez harlequiny ani przez popularne seriale, jest to rzeczywistość brudna, smutna ale myślę że jest to też rzeczywistość wielu ludzi w Polsce. To są książki adresowane głównie do ludzi młodych, którzy niekoniecznie odnajdują się w świecie mody, hipermarketów i takich prostych romansów. To wydawnictwo pokazuje trudną rzeczywistość. Andrzej Zajdel: Jest potrzeba istnienia wydawnictw niszowych, nakierowanych na wyrazistego czytelnika. Tylko jest jeszcze inny element rzeczywistości wydawniczej, to jest ten dostęp do czytelnika za pośrednictwem - mówimy o tej całej sferze pomiędzy. Nie wszystkie elementy pośredniczące są otwarte na wydawców którzy starają się złożyć alternatywną propozycję. Są traktowani tak samo jak ci którzy chcą po prostu zarobić.
Łukasz Gołębiewski: Prawda, ale też współczesny świat daje mnóstwo możliwości dystrybuowania książki, czy treści. Ogromna sprzedaż to jest internet, obydwie moje powieści mają strony internetowe które są jak gdyby takimi społecznościami czytelniczymi, bo czytelnicy mają tam możliwość komentowania, ja zamieszczam dla nich rozmaite komentarze. Na stronie książki "Xenna moja miłość" do końca ubiegłego roku było chyba 100 000 wejść, więc to pokazuje że zainteresowanie jest duże. A poza tym myślę że coś takiego niezwykłego jest w przypadku tych książek, że one są dystrybuowane, ponieważ są to książki w jakimś sensie alternatywne, na przykład są sprzedawane na większości koncertów czy też takich miejsc w które przychodzi zbuntowana młodzież. Andrzej Zajdel: To może jednak to różnorodność kanałów dostępu spowoduje że książka w postaci papierowej potrwa jeszcze kilka dziesięcioleci? Łukasz Gołębiewski: Tutaj bardzo trudno jest o jakiekolwiek prognozy, dlatego że nie wiemy w jaki kierunku zmierzać będą technologie i jak będzie wyglądać dystrybucja w ogóle kultury. Można sobie wyobrazić taką sytuację że na przykład dostawca telewizji kablowej, internetu, telefonii dostarcza również treści które są książkami bezpośrednio do domu. Nie wiemy jak się rozwiną technologie dróg, możemy sobie wyobrazić taką sytuację że pobieramy książkę z internetu i drukujemy ją na domowej drukarce nie w postaci kartek, tylko już kodeksu czyli książki która jest sklejona, ma okładkę, ma postać tej tradycyjnej książki. Więc tak naprawdę bardzo trudno jest dziś cokolwiek przewidzieć, bo jesteśmy na początku rewolucji. Dzisiaj jako analityk rynku książki nie mam odwagi powiedzieć co będzie za pięć lat. Przyszłość jest w każdym razie ciekawa i to powinno nas pocieszać. Andrzej Zajdel: Dziękuję za rozmowę. Łukasz Gołębiewski: Dziękuję. |